„Naród, który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości” – Józef Piłsudski

 


Małopolski Oddział Okręgowy PCK przygotowuje się do obchodów 100-lecia od kilku lat.  Działania prowadzone są dwutorowo – z jednej strony realizowane są projekty historyczne, podsumowujące działalność PCK na przestrzeni 100 lat, przypominamy fundamentalne wartości, które legły u podstaw powstania organizacji i postaci, które je ucieleśniają m.in. Książę Paweł Sapieha, gen Józef Haller, z drugiej strony bardzo mocno jako wspólnota regionalna pracujemy nie zapominając o tym, że celem istnienia organizacji jest aktywna obecność w życiu społecznym i  pełna realizacja misji na miarę wyzwań współczesności.

 

Dążenia te znalazły wyraz w Strategii Rozwoju MOO PCK na lata 2016-2020 pn. „Pamięć i Obecność”. Przesłanie płynące ze Strategii zobowiązuje nas nie tylko do uczczenia 100 lat historii Polskiego Czerwonego Krzyża (PAMIĘĆ), ale przede wszystkim do intensywnej pracy na rzecz dalszego rozwoju działalności i realizacji misji czerwonokrzyskiej we współczesnym świecie (OBECNOŚĆ).

PAWEŁ SAPIEHA

I PREZES POLSKIEGO TOWARZYSTWA CZERWONEGO KRZYŻA

 

 

 

Zarząd Małopolskiego Oddziału Okręgowego Polskiego Czerwonego Krzyża, podjął uchwałę w sprawie ogłoszenia Roku 2015 – rokiem ks. Pawła Sapiehy w Małopolskim Oddziale Okręgowym Polskiego Czerwonego Krzyża. Książę Paweł Sapieha pełnił funkcję prezesa powstałego w roku 1891 Stowarzyszenia Czerwonego Krzyża Mężczyzn i Dam dla Galicji, oraz był pierwszym prezesem powstałego w roku 1919 Polskiego Towarzystwa czerwonego Krzyża. Był zwolennikiem pracy organicznej i pracy u podstaw, co wprowadzał w zarządzanym przez siebie majątku. Gdy został prezesem Stowarzyszenia Czerwonego Krzyża dla Galicji, całkowicie oddał się temu zadaniu, co było szczególnie widoczne w trakcie działań I wojny światowej. Rodzina Sapiehów przeniosła się wówczas z Siedlisk do Lwowa, gdzie książę organizował szpitale, sprowadzał pościel, bieliznę i leki dla rannych i chorych. Po odzyskaniu niepodległości, od 4 maja do 7 sierpnia 1919 roku, pełnił funkcję prezesa Polskiego Towarzystwa Czerwonego Krzyża.

.


 

GEN. JÓZEF HALLER

III PREZES POLSKIEGO TOWARZYSTWA CZERWONEGO KRZYŻA

 

Walne zebranie PCK w Warszawie 1926 r. Sala Wioślarzy, ul. Foksal. Na środku stołu znajduje się gen. Józef Haller. Fot. Archiwum ZG PCK.

 

Zarząd Małopolskiego Oddziału Okręgowego Polskiego Czerwonego Krzyża, podjął uchwałę w sprawie ogłoszenia Roku 2017 – rokiem gen. Józefa Hallera w Małopolskim Oddziale Okręgowym Polskiego Czerwonego Krzyża. 100 lat temu, 4 czerwca 1917 r. dekretem prezydenta Francji powołana została Armia Polska we Francji, zwana też Błękitną Armią. Jej ostatnim dowódcą był wspomniany gen. Józef Haller. W uznaniu jego zasług i dla upamiętnienia tej rocznicy Senat RP ogłosił gen. Hallera patronem roku 2017.Gen. Józef Haller był trzecim prezesem Komitetu Głównego Polskiego Towarzystwa Czerwonego Krzyża, pełniąc funkcję w latach 1920 – 1926. Za jego prezesury zorganizowano w 192l roku pierwsze koła młodzieży Polskiego Czerwonego Krzyża. Władze PTCK upatrywały w tym ruchu młodzieżowym źródło wzmożonej twórczej aktywności w społeczeństwie, a szczególnie w dalszym rozwoju działalności PTCK, późniejszego PCK. Dało to podwaliny aktualnemu Ruchowi Młodzieżowemu Polskiego Czerwonego Krzyża. Ponadto, rozpoczęto wydawanie pisma „Młodzież Czerwonego Krzyża”, późniejszy „Czyn Młodzieży”.

Jego zasługi dla odzyskania niepodległości Polski i wkład dla rozwoju ruchu młodzieżowego PCK są nieocenione.

„Harcerz wie, że trzeba zawsze wytrwać i przetrwać, by nareszcie zwyciężyć, a nie tracić nadziei i nie mówić przedwcześnie, że wszystko stracone.”

gen. Józef Haller

.


HRABINA MARIA TARNOWSKA

WICEPREZES POLSKIEGO TOWARZYSTWA CZERWONEGO KRZYŻA

 

Zarząd Małopolskiego Oddziału Okręgowego Polskiego Czerwonego Krzyża, podjął uchwałę w sprawie ogłoszenia Roku 2018 – rokiem hrabiny Marii Tarnowskiej w Małopolskim Oddziale Okręgowym Polskiego Czerwonego Krzyża.

Urodziła się w Milanowie, w majątku ojca Włodzimierza Światopełk-Czetwertyńskiego, weterana powstania styczniowego i Marii Wandy z hrabiów Uruskich. Otrzymała staranne wychowanie. Wydano ją za dyplomatę Adama hrabiego Tarnowskiego.

Była sanitariuszką podczas wojen bałkańskich oraz na froncie austriacko-rosyjskim I wojny światowej. W czasie wojny polsko-bolszewickiej była komendantem czołówki Czerwonego Krzyża. W 1923 została, jako pierwsza Polka, odznaczona medalem Florence Nightingale. Po wojnie weszła w skład zarządu Polskiego Czerwonego Krzyża. W 1942 została aresztowana i przez kilka miesięcy więziona na Pawiaku. Po zwolnieniu wstąpiła do konspiracji, uzyskała stopień porucznika AK, we wrześniu 1944 roku została awansowana do stopnia majora. Z racji wysokiej pozycji społecznej i doświadczenia delegowano ją do rozmów z Niemcami na temat ewakuacji ludności cywilnej, która umożliwiła wyprowadzenie w dniach 8-10 września 1944 z Warszawy 20-25 tysięcy osób, głównie kobiet, dzieci i starców. Brała udział również w negocjacjach kapitulacyjnych.

W 1945 została aresztowana przez Milicję Obywatelską pod zarzutem kolaboracji z Niemcami. Przez miesiąc przetrzymywano ją w Olkuszu. W latach 1946-1958 przebywała za granicą. Wróciła do kraju. Zmarła w Warszawie.

4 lipca 2016 została pośmiertnie odznaczona Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, za wybitne zasługi w obronie suwerenności i niepodległości Państwa Polskiego.

Małopolski Oddział Okręgowy PCK od kilku lat przygotowuje się do obchodów 100-lecia naszej organizacji. Szykujemy wiele wydarzeń, spotkań, wystaw, publikacji. Każdy miesiąc jubileuszowego roku, będzie przynosił nowe okazje do wspólnego świętowania w czerwonokrzyskiej rodzinie w Małopolsce. Dokładny plan obchodów 100-lecia PCK realizowanych przez Małopolski Oddział Okręgowy Polskiego Czerwonego Krzyża będzie opublikowany w najbliższym czasie.

 

Trwa społeczna akcja przyjmowania pamiątek historycznych „Pomóż poskładać naszą historię” organizowana przez Małopolski Oddział Okręgowy Polskiego Czerwonego Krzyża. Celem jest pozyskanie muzealiów do nowo tworzonej Stałej Wystawy Historycznej z okazji 100-lecia istnienia organizacji, przypadającego na rok 2019.

Czekamy na najrozmaitsze obiekty o wartościach historycznych, także związane z osobistymi losami darczyńców i ich rodzin. Szczególne znaczenie mają dla nas  wspomnienia związane z historią Polskiego Czerwonego Krzyża. Zainteresowani jesteśmy również przedmiotami codziennego użytku, fotografiami, pocztówkami, dokumentami, listami i pamiętnikami, prasą – a także elementami ubioru, i wyposażenia medycznego, zabytkowymi urządzeniami, wyrobami rzemieślniczymi i artystycznymi świadczącymi o historii PCK – mówi Mieczysław Kurek Prezes Małopolskiego Oddziału PCK.

 

Otrzymane pamiątki wejdą w skład tworzącej się kolekcji Stałej Wystawy Historycznej. Część ofiarowanych przedmiotów trafi na wystawę stałą, a wszystkie inne dary zostaną należycie zabezpieczone z myślą o badaczach przeszłości i przyszłych wystawach czasowych. Osoby zainteresowane przekazaniem pamiątek mogą zgłaszać się osobiście, telefonicznie, bądź mailowo. Prosimy kontaktować się z nami pod numerem telefonu: 572-341-845, (12) 422 91 15 – wew.34 lub e-mailem: 100lat@pck.org.pl.

 

Istnieje możliwość odbioru osobistego plakatów reklamowych kampanii przez osoby prywatne bądź instytucje (ul. Studencka 19, I piętro, pokój po lewej stronie). Zapraszamy do kontaktu.

100-lecie Polskiego Czerwonego Krzyża jest wyjątkową okazją do odnowienia sztandaru oddziału – reprezentacyjnej  chorągwi naszej jednostki.

Pierwszy sztandar dla krakowskiego oddziału PCK nadany został w 1930 roku, a uroczystość jego poświęcenia i przekazania miała wyjątkową oprawę. Ceremonia odbywała się na Wawelu i uczestniczyli w niej przedstawiciele ówczesnych władz oraz Kościoła.

Uczestnicy uroczystości zebrani przed katedrą wawelską. Przemawia prezes krakowskiego oddziału PCK Jarosiński. Za stołem na prawo od mównicy siedzą: generał Stanisław Wróblewski, wiceprezydent Krakowa Piotr Wielgus, wojewoda krakowski Mikołaj Kwaśniewski, biskup Michał Godlewski. Źródło NAC Sygnatura: 1-C-856

Chorągiew z roku 1930 niestety nie zachowała się. Posiadany aktualnie przez Małopolski Oddział Okręgowy PCK sztandar pochodzi z 1960 roku i ma również wartość historyczną. W związku ze zbliżającym się jubileuszem zasadne jest, aby na kolejne 100-lecie, Polski Czerwony Krzyż w Krakowie, wyposażony został w nowy proporzec, który będzie spełniał rolę symbolu i integrował środowisko czerwonokrzyskie w Małopolsce.

Małopolski Oddział Okręgowy opracował „Regulamin określający wzór i tryb nadawania sztandaru jednostkom organizacyjnym Stowarzyszenia, nadawania tym jednostkom imion oraz sposób użycia sztandaru” i oczekuje na jego przyjęcie i wdrożenie przez Zarząd Główny PCK.

Regulamin

Załączniki do Regulaminu

 

Członkinie z D.S. Zakładu Wyrobów z Drutu w Sławkowie. Własność: MOO PCK.

 

Fot. Wojciech Krempl. Własność MOO PCK.

Przez najbliższy i kolejny jubileuszowy rok zbierzemy tu 100 różnych ciekawostek dotyczących Polskiego Czerwonego Krzyża. Zapraszamy do lektury.


1. Czy wiesz, że dopiero za czwartą prośbą do MKCK polska organizacja czerwonokrzyska została uznana na arenie międzynarodowej?

Do czterech razy sztuka

Czy wiesz, że dopiero za czwartym razem, kiedy skierowana została prośba do Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża, polska organizacja czerwonokrzyska została uznana na arenie międzynarodowej? Pierwszy raz z taką propozycją wystąpił w dniu 5 sierpnia 1915 roku Polski Komitet Pomocy Sanitarnej, który chciał być uznany przez MKCK za stowarzyszenie krajowe w odradzającej się Polsce, przedstawiając w obszernym memoriale swoją działalność. List ten pozostał bez odpowiedzi, z uwag na brak niepodległego bytu państwowego Polski.

 

Kolejną próbę podjęła, w porozumieniu ze swoim mężem Ignacym Paderewskim, Helena Paderewska w 1917 roku w Stanach Zjednoczonych, starając się o przekształcenie i uznanie założonej i prowadzonej przez nią w Stanach organizacji pn. Komitet Opieki nad Polskimi Żołnierzami w polskie stowarzyszenie krajowe Czerwonego Krzyża. W swoich wspomnieniach pisze: „Złożyłam do międzynarodowej organizacji podanie o zgodę na utworzenie Polskiego Czerwonego Krzyża, ale odmówiono ze względu na to, że Polska, nie będąc suwerennym państwem, według zasad stowarzyszenia nie mogła posiadać odrębnej organizacji Czerwonego Krzyża”. (Helena Paderewska, Wspomnienia 1910-1920). Przy braku akceptacji co do utworzenia Czerwonego Krzyża, Paderewska założyła w Stanach Zjednoczonych organizację Polski Biały Krzyż, której była prezesem.

 

Trzecią prośbę skierował do Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża w Genewie w dniu 15 grudnia 1918 roku książę Paweł Sapieha ze strony Stowarzyszenia Czerwonego Krzyża w Galicji. Pomimo iż Polska od 11 listopada 1918 roku była niepodległym państwem, w dniu 24 grudnia z Genewy przyszła odpowiedź odmowna. W piśmie czytamy ”Jesteśmy gotowi do uregulowania naszych stosunków z Państwem bez pośrednictwa jakiegokolwiek rządu, lecz konieczne jest, aby państwo, w którym działało będzie Wasze Stowarzyszenie Narodowe Czerwonego Krzyża, zostało dopuszczone do podpisania konwencji Genewskiej, podstawy działania Czerwonego Krzyża”. MKCK dołączył do korespondencji broszurę o stowarzyszeniach krajowych Czerwonego Krzyża.

 

Dopiero czwarta prośba, skierowana przez zjednoczone Polskie Towarzystwo Czerwonego Krzyża utworzone w dniu 18 tycznia 1919 roku po podpisaniu przez Rząd Polski Konwencji Genewskich, została rozpatrzona pozytywnie i 14 lipca 1919 roku PTCK zostało przyjęte do członków Ruchu MKCK.

Dokument MKCK uznający Polskie Towarzystwo Czerwonego Krzyża za stowarzyszenie krajowe.

2. Czy wiesz, że był taki okres w historii PCK, że legalnie, w tym samym czasie działały dwa, a nawet trzy Zarządy Główne PCK...?

Trzy Zarządy Główne PCK działające równocześnie

Sytuacja taka miała miejsce w czasie II wojny światowej. W związku z tragicznymi wydarzeniami wojennymi władze MKCK podjęły bezprecedensową decyzję: po raz pierwszy zgodzono się na złamanie zasad, jakie bezwzględnie obowiązują stowarzyszeniach krajowych  Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca, związanych z istnieniem jednego centralnego organu, który stowarzyszenie reprezentuje, współdziała z rządem, który legalnie uznaje dane stowarzyszenie krajowe Czerwonego Krzyża.

 

Działalność PCK do chwili wybuchu II wojny światowej była zgodna ze wszystkimi zasada­mi Międzynarodowego Czerwonego Krzyża (MCK). Sprawa skomplikowała się na jesieni 1939 r. W Warszawie działał Zarząd Główny z nowo wybranym w październiku Prezesem Wacławem Lachertem i Marią Tar­nowską jako wiceprezesem i delegatem do Krakowa. Zarząd Główny w Warszawie nie miał możliwości nawiązania kontaktu z powstałym także jesienią 1939 r. drugim Zarządem Głównym PCK w Paryżu.

 

Gen. Aleksander Osiński – Prezes Zarządu Głównego PCK w Paryżu/Londynie.

W sierpniu 1939 r. prezes PCK gen. Aleksander Osiński i członek ZG PCK do spraw sto­sunków zagranicznych Anna Paszkowska udali się do Stanów Zjednoczonych i Kanady, aby prosić Polonię Amerykańską o pomoc finansową przeznaczoną na zakup niezbędnych rzeczy zbieranych przez organizację na wypadek wojny. Delegacja ta do Polski już nie powróciła. Po utworzeniu Rządu Polskiego we Francji Aleksander Osiński i Anna Paszkowska udali się do Paryża, aby tam utworzyć nowy ZG PCK. Na takie działanie w listopadzie 1939 r. wyraził zgodę MKCK.  Powstanie drugiego zarządu stowarzyszenia krajowego, do tego działającego poza granicami kraju, było sprzeczne z obowiązującymi zasadami Czerwonego Krzyża. MKCK uznał jednak za najważniejszy cel działanie na rzecz ludności, udzielanie pomocy humanitar­nej, możliwość skutecznej współpracy.  W 1940 roku  paryski Zarząd Główny przeniósł się wraz z emigracyjnym rządem Polski do Londynu, gdzie nadal prężnie działał. Sprawy formalnoprawne pozostawiono do zakończenia działań wojennych. W okresie wojny oba Zarządy działały niezależnie od siebie i starały się osiągnąć jak najwięcej.

 

Wacław Lachert (źródło NAC) – Prezes Zarządu Głównego PCK w Warszawie.

Sytuacja wokół PCK skomplikowała się jeszcze bardziej w 1944 r. W chwili wyzwolenia spod okupacji niemieckiej władze Okręgu Lubelskiego PCK przekształciły się w pierwszy Za­rząd Główny PCK na wyzwolonym terenie Polski. Prezesem został Ludwik Christians. Zarząd ten podlegał nadzorowi polskiego dowództwa wojskowego i czynników politycznych nowej władzy. Do jego zadań należała opieka nad ludnością cywilną, więźniami wyzwolonymi z obo­zów koncentracyjnych i obozów pracy oraz żołnierzami walczącymi z Niemcami po prawej stronie Wisły. W tym momencie istniały więc i działały aż trzy Zarządy Główne tej organizacji (w Warszawie, Londynie i Lu­blinie). Jednak Zarząd w Lublinie nie miał uznania MKCK, który stał na stanowisku, że legalnymi władzami polskiego stowarzyszenia są władze w Warszawie i Londynie. Sprawę tych dwóch zarządów miano wkrótce wyjaśnić. Kończył się bowiem okres działań wojennych, a to oznaczało dla jednego zarządu likwidację. Na początku lutego 1945 r. doszło do po­łączenia obydwu Zarządów Głównych w kraju (warszawskiego i lubelskiego).  Prezesem pozostał Wacław Lachert, siedzibą nowych władz została Warszawa. Tym samym Zarząd Główny w Lublinie przestał istnieć. Po zakończeniu działań wojennych MKCK uznało warszawski Zarząd Główny za reprezentanta Polskiego Czerwonego Krzyża. Zarząd w Londynie działał poza granicami kraju, czyli nie spełniał podstawowego warunku Statutu Międzynarodowego Ruchu Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca. Jednocześnie z chwilą uznania Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej w Polsce, londyński Zarząd przestał spełniać kolejne kryterium, jakim jest uznanie władz swojego kraju. Zarząd Główny w Warszawie stał się jedynym organem centralnym reprezentującym stowarzyszenie krajowe Czerwonego Krzyża w Polsce.

3. Czy wiesz, że istniał równocześnie Polski Czerwony Krzyż i Polski Biały Krzyż, którego prezesem była, podobnie jak Czerwonego Krzyża, Helena Paderewska?

Helena Paderewska w mundurze przewodniczącej Polskiego Białego Krzyża 1918 (fot. za Helena Paderewska Wspomnienia 1910-1920, M. Siekierski).

 

Organizacja Polskiego Białego Krzyża powstała 2 lutego 1918 roku w Stanach Zjednoczonych  w czasie I wojny światowej. Założyła ją Helena Paderewska, żona Ignacego Paderewskiego. Głównym celem było niesienia pomocy ofiarom wojny.

 

Helena Paderewska w 1917 roku w Stanach Zjednoczonych, starała się o przekształcenie i uznanie założonej i prowadzonej przez nią w Stanach Zjednoczonych organizacji pn. Komitet Opieki nad Polskimi Żołnierzami w polskie stowarzyszenie krajowe Czerwonego Krzyża. Wskutek odmowy Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża wobec utworzenia polskiej filii tej organizacji, H. Paderewska zorganizowała i finansowała nabór ochotniczek do służby pielęgniarskiej, by wysłać je w miejsca, gdzie podczas pierwszej wojny światowej walczyli Polacy wcieleni do trzech armii – rosyjskiej, niemieckiej i austriackiej. Organizacji nadała nazwę Polski Biały Krzyż. Organizacja działała na początku w Stanach Zjednoczonych, gdzie licznie zgromadzone członkinie gromadziły materiały, ubrania dla żołnierzy walczących w kraju oraz ochotników armii tworzonej we Francji (bieliznę, swetry, materiały opatrunkowe, skarpety, mydło, tytoń). Do akcji włączyły się też polskie parafie.  Szczególną opieką Biały Krzyż otaczał rodziny ochotników zwłaszcza w sytuacji śmierci lub kalectwa ojca rodziny. Drugim celem statutowym stowarzyszenia, z którego Biały Krzyż stał się szczególnie znany, było szerzenie kultury i oświaty, rozbudzanie postaw patriotycznych oraz świadomości narodowej i obywatelskiej wśród żołnierzy polskich służących w armiach zaborczych, a po zakończeniu I wojny światowej wśród żołnierzy służby zasadniczej Wojska Polskiego.

 

Po przyjeździe do Francji w 1918 roku H. Paderewska rekrutowała ochotników do walki o wolność Polski pośród jeńców wojennych i rannych żołnierzy w szpitalach. Działalność Polskiego Białego Krzyża we  Francji rozpoczęła się od  l marca, 1918 i trwała do  l czerwca. 1919 r. t.j. do ostatecznego przewiezienia Armii Polskiej do Polski. W tym czasie Polski Biały Krzyż zorganizował pomoc świąteczną  dla 27 000 żołnierzy, ochotnikom dostarczył bieliznę, książki, papierosy,  środki opatrunkowe, lekarstwa. Wysłał 12  ambulansów i dwa automobile dla armii, utrzymywał 42 pielęgniarki pracujące w szpitalach i kantynach.

 

Helena Paderewska z grupą sanitariuszek Polskiego Białego Krzyża, Nowy Jork, 1918 (

Po przyjeździe do Polski w 1918 roku Helena Paderewska założyła w kraju Polski Biały Krzyż, którego została prezesem. Czym różnił się PBK od PCK obydwa działające w niepodległej Polsce?? W księdze Helena Paderewska. Na piętnastolecie jej pracy narodowej i społecznej 1914-1929, Chicago 1929 r czytamy:

 

„Kolizyj z utworzonym niemal równocześnie w Polsce Czerwonym Krzyżem nie było żadnych, gdyż Czerwony Krzyż zajmował się pogotowiem na czas wojny i rannymi w wojnie, jak i ich rodzinami, a Polski Biały Krzyż opieką  nad  żołnierzem w ogóle, gdy był zdrowym i aby go utrzymać w zdrowiu, aby go w pełnej miłości i poświęceniu dla sprawy utrzymać, na duchu podnieść, oświecić i z obowiązkami obywatelskimi zapoznać”.

 

W okresie międzywojennym PBK rozwijał się, prowadził szpitale, hurtownie, gospody, biblioteki żołnierskie, organizował kursy zawodowe. W 1936 roku został uznany za stowarzyszenie wyższej użyteczności. W czasie II wojny światowej Niemcy dokonując likwidacji organizacji społecznych, przekazali częściowo majątek Polskiego Białego Krzyża na rzecz Polskiego Czerwonego Krzyża, ale to nie poprawiło sytuacji PCK, a wręcz ją pogorszyło z uwagi na fakt, ze środki z rachunków organizacji były mniejsze niż obciążenia budżetu z tytułu nieruchomości.  Polski Biały Krzyż rozwiązany został rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 28 listopada 1946 r. (Dz.U. 1947 nr 2 poz. 6) a jego majątek został przekazany Towarzystwu Przyjaciół Żołnierza.

4. Czy wiesz, że dwóch polskich lekarzy działając w szpitalu Czerwonego Krzyża w czasie II wojny światowej uratowało życie większej liczbie osób niż Oskar Schindler?

Prywatna wojna

 

Doktor Eugeniusz Łazowski (fot. za https://www.facebook.com/PolacyBohaterowie/)

Rzecz działa się w Rozwadowie pod Stalową Wolą. Do tamtejszego szpitala Polskiego Czerwonego Krzyża trafił, na zaproszenie księżnej Anny Lubomirskiej, świeżo upieczony lekarz, Eugeniusz Łazowski. Wkrótce ściągnął do siebie kolegę po fachu Stanisława Matulewicza, lekarza z pasją naukowca, który na zapleczu swojego służbowego mieszkania urządził laboratorium. Tu narodził się pomysł, który uratował życie tysiącom ludzi.

 

W swoim prowizorycznym laboratorium  Matulewicz odkrył, że powszechnie występująca w naturze i z natury nieszkodliwa bakteria proteus vulgaris OX19 daje w teście Weila-Felixa dokładnie takie same reakcje, jak mikroorganizmy, wywołujące tyfus. A właśnie test Weila-Felixa Niemcy wykorzystywali do potwierdzenia, czy krew pacjenta skażona jest tyfusem. I zdarzyło się, że Matulewicza odwiedził mieszkaniec, który wrócił na dwutygodniowy urlop z przymusowych robót w Niemczech. Błagał doktora, by obciął mu rękę albo nogę, byle nie musiał wracać. Matulewiczowi etyka lekarska nie pozwoliła amputować zdrowych kończyn, ale wstrzyknął domięśniowo młodemu mężczyźnie proteusa, instruując, że ma udawać otumanionego (jak to przy tyfusie), gorączkującego i zwijającego się w kłębek na skutek iście tyfusowego bólu brzucha. Krew pacjenta wysłał hitlerowskim lekarzom do zbadania, po kilku dniach dostał czerwony telegram: „Odczyn Weila-Felixa” dodatni. Pacjent na roboty nie wrócił. Matulewicz na tym pewnie skończyłby eksperyment, gdyby Łazowski nie znalazł wojennego zastosowania dla tego odkrycia. Przez ponad trzy lata wszczepiali mieszkańcom Rozwadowa bakterie proteusa wywołując epidemię, której nie było. Nie wiedzieli o tym nawet sami pacjenci, przez co udawało się tak długo utrzymywać całą sprawę w tajemnicy, ratując życie wielu osobom.

 

Policja i żandarmeria przestała zapuszczać się w okolice Rozwadowa, teren kilku gmin objęto kwarantanną, na granicznych słupach i drzewach zawisły ostrzeżenia: „Achtung! Fleckfieber. Okupant obawiał się tej choroby. Zwłaszcza epidemii w armii, dlatego za wszelką cenę Niemcy unikali kontaktu z chorymi. Po badaniach krwi mieszkańców Rozwadowa i okolic ogłosili epidemię i zakazali wjazdu do tego miasteczka. Łazowski i Matulewicz odnieśli sukces, bo brak odwiedzin Niemców oznaczał brak wywózek na roboty przymusowe, a także odroczenie likwidacji getta żydowskiego.

 

Lekarze cały czas zawyżali liczbę chorych, zamawiając coraz to nowe dostawy leków na tyfus. Jednak uwagę okupanta zwróciła w końcu niska śmiertelność wśród miejscowych. W końcu Niemcy wysłali do miasta delegację, która miała na własne oczy przekonać się, jak wygląda życie w odciętym od świata ośrodku epidemii. Lekarze przywitali delegację na obrzeżach miasta częstując suto chlebem, solą i alkoholem. Udało mu się dzięki temu upić głównego lekarza, natomiast pozostałych przedstawicieli zaprowadzili do mieszkańców, którzy rzeczywiście zachorowali na tyfus i kazali im pobrać próbki krwi. Niemcy się wystraszyli, że mogą się zarazić i polecili pobrać próbki Łazowskiemu. Po pewnym czasie gestapo odkryło, że dr Łazowski współpracuje z AK, po kryjomu leczy i opatruje rannych partyzantów i dlatego wysłali za nim nakaz aresztowania. Łazowski musiał uciekać do Warszawy, gdzie pozostał do końca wojny.

 

W 1945 r. doktor Łazowski podjął pracę w Instytucie Matki i Dziecka, a w latach 50. wyjechał z rodziną do USA, gdzie kontynuował praktykę pediatryczną i zdobył tytuł profesorski. Matulewicz przez Belgię wyjechał do Zairu, gdzie został znanym radiologiem. O niewiarygodnej   akcji obu polskich lekarzy świat dowiedział się ze wspomnień Łazowskiego, spisanych w latach 70. pt. Prywatna wojna. Wspomnienia lekarza-żołnierza 1933-1944. Wg obliczeń „ich tyfus” uratował przed śmiercią, wywózką do obozów koncentracyjnych i na przymusowe roboty do Rzeszy ok. 8 tys. ludzi.

5. Czy wiesz, że Polski Czerwony Krzyż był organizatorem kursów spadochronowych?

 

W Szkole Pielęgniarstwa PCK w Warszawie przy ul. Smolnej 6 , w 1938 roku zorganizowany został kurs spadochronowy dla słuchaczek szkoły. W programie nauczania, oprócz przedmiotów zawodowych, znajdowały się także przedmioty o tematyce wojskowej. Kurs spadochronowy był atrakcyjnym uzupełnieniem kształcenia pielęgniarek PCK. W kursie uczestniczyło 8 dziewcząt, a kurs obejmował tematykę teoretyczną i zajęcia praktyczne, w tym kilkakrotne skoki spadochronowe z różnej wysokości. Początkowo ćwiczenia balonowe odbywały się w Legionowie, a na zakończenie zorganizowano pokaz na Polu Mokotowskim w Warszawie.

 

Fot. „Szkoła Pielęgniarstwa Polskiego Czerwonego Krzyża w Warszawie (1929-1944)”.

 

Dużym wydarzeniem w historii polskiego pielęgniarstwa i Szkoły PCK był udział dwóch uczennic – Jadwigi Węgorzewskiej i Ireny Markiewicz w konkursie samolotów sanitarnych podczas Międzynarodowego Zjazdu Medycyny Sanitarnej w 1938 roku w Luxemburgu. Polska ekipa złożona z trzech samolotów wojskowych sanitarnych i patrolu skoczków sanitarnych, który tworzyły wraz z instruktorem uczennice Szkoły Pielęgniarstwa PCK uzyskała, Puchar Raphaela. Polki były jedynymi kobietami wśród ekip uczestniczących w pokazie i podbiły serca ponad 2-tysiecznego tłumu widzów.

 

Po ukończeniu kursu wszystkie uczestniczki wróciły do zajęć w szkole. Po wybuchu II wojny światowej zostały przydzielone do punktów sanitarnych gdzie służyły rannym i chorym.

6. Czy wiesz, że w ciągu niemal 100 letniej działalności Polskiego Czerwonego Krzyża, Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża w Genewie uhonorował Medalem im. Florence Nightingale 102 polskie pielęgniarki związane z naszą organizacją?

Florence Nightingale (1820-1910)

Florence Nightingale była angielską pielęgniarką, działaczką społeczną i publicystką. Była zwana „Damą z lampą”. Nightingale wypracowała podstawy, na których opiera się współczesny wizerunek pielęgniarki. Jej zasługą jest zdefiniowanie metod i sposobów pielęgnacji chorych i poszkodowanych. W 1860 założyła w Londynie przy Szpitalu św. Tomasza pierwszą szkołę pielęgniarstwa – The Nightingale Training School (obecnie: The Florence Nightingale School of Nursing and Midwifery). Jest uważana za twórczynię nowoczesnego pielęgniarstwa.

Medal im. Florence Nightingale został ustanowiony przez MKCK i przyznany w setną rocznicę urodzin Florencji Nightingale 12 maja 1920. Pierwszą polską pielęgniarką nagrodzoną tym medalem była hrabina Maria Tarnowska w 1923 roku, a póki co ostatnią Anna Kaczmarczyk nagrodzona w 2017 roku.

Medal Florence Nightingale

 

 

Pierwsza Laureatka, hrabina Maria Tarnowska, działalność pielęgniarską rozpoczęła dość przypadkowo w 1913 roku. Była wówczas wraz z mężem Adamem Tarnowskim, dyplomatą austriackim, na placówce dyplomatycznej w Sofii. W czasie wybuchu I wojny bałkańskiej, chcąc poczuć się pomocną zgłosiła się na kurs pielęgniarstwa do tamtejszego szpitala. Decyzja ta miała wpływ na całe jej późniejsze życie. W czasie I wojny światowej, zgłosiła się w Wiedniu jako ochotniczka-sanitariuszka do pracy w Czerwonym Krzyżu i wyjechała na front. Przez jakiś czas pracowała w szpitalu w Krakowie, zorganizowanym przez Uniwersytet Jagielloński dla I Korpusu Krakowskiego. W 1919 roku w Warszawie dzięki środkom własnym i pozyskiwanym prywatnie darowiznom współorganizowała szpital polowy – już wtedy Polskiego Towarzystwa Czerwonego Krzyża, w którym została kwalifikowaną pielęgniarką. W  1920 roku Tarnowska wraz ze swoimi podwładnymi brała udział w wojnie polsko-bolszewickiej za co została odznaczona Krzyżem Walecznych. Po wojnie wstąpiła do Czerwonego Krzyża, z którym związała całe swoje życie zawodowe i społeczne.

 

W swoich wspomnieniach napisała: Wstąpiłam do Czerwonego Krzyża i zajmowałam się pielęgniarstwem, bo to było jedyne zajęcie, dzięki któremu mogłam być innym pomocna (M. Tarnowska, Przyszłość pokaże…)

 

 

 

Po I wojnie światowej nastał trudny czas demobilizacji pielęgniarek. Hr. Maria Tarnowska z wielkim wyczuciem chwili zaczęła w ramach Czerwonego Krzyża podejmować działania związane nie tylko z utrzymaniem, ale także z rozwojem pielęgniarstwa. Jedną z jej inicjatyw było ufundowanie przy Szpitalu Czerwonokrzyskim w Warszawie „Domu” przeznaczonego dla pielęgniarek, w którym zorganizowano kursy uzupełniające. Były to początki powstawania pierwszych narodowych, wykwalifikowanych kadr pielęgniarek. W tym czasie, na wniosek Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Czerwonego Krzyża, w 1923 roku Tarnowska została odznaczona międzynarodowym Medalem Florence Nightingale.  Maria Tarnowska była pierwszą Polką, pielęgniarką, nagrodzoną tym odznaczeniem. Tym samym, doceniono przede wszystkim jest działalność w zakresie pielęgniarstwa i organizacji szpitali w czasie I wojny światowej.

 

Ostatnią nagrodzoną w 2017 roku pielęgniarką, jest Pani Anna Kaczmarczyk. Ubiegłoroczna Laureatka, to magister pielęgniarstwa i porucznik Wojska Polskiego. Swoją służbę rozpoczęła jako pierwsza kobieta – żołnierz w strukturach kompanii szturmowej 6. Brygady Powietrzno-Desantowej w Krakowie („czerwone berety”). Również jako pierwsza kobieta – żołnierz skakała ze spadochronem. Brała udział w misjach stabilizacyjnych w Bośni i Hercegowinie oraz w Afganistanie. Zajmowała się ewakuacją medyczną drogą lotniczą, opiekowała się pacjentami i kombatantami. Obecnie pracuje w krakowskim Wojskowym Ośrodku Medycyny Prewencyjnej.

 

Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża docenił odwagę, ofiarność i kompetencje Pani Ani. Jak trudna jest misja, którą pełniła przez wiele lat – świadczą jej wspomnienia. Swoją pracę na misji w Ghazni wspomina tak: „Była to trudna misja, tęsknota za rodziną, trudny teren, ciężki klimat, izolacja i nieustannie, wszechpanujące zagrożenie. Mnóstwo rannych żołnierzy i ta bezradność, gdy mimo ogromnego wysiłku nie dało się żołnierza uratować, ból, przygnębienie i smutek i żałoba po stracie każdego z nich. Najgorsze było to, gdy żołnierz po wybuchu miny-aidika, patrząc przeraźliwym wzrokiem pytał, czy na pewno ma obydwie nogi i czy na pewno nie będą one amputowane oraz prośba, by zadzwonić do żony, do dzieci, że jest ranny ale żyje …. Pamiętam dzień, w którym mojemu koledze snajper przestrzelił obydwie ręce. Wymagał on stałej opieki medycznej w szpitalu wojskowym w Baggram. Wtedy dotarła do nas informacja o żołnierzach, którzy zginęli w Rosomaku…, pamiętam dni w których były ostrzały bazy i nie zawsze można było zostawić pacjentów i biec do schronu… było wiele takich dni. Do dzisiaj niektóre sytuacje mam przed oczami, wracają wspomnienia, więcej tych złych niż dobrych.”

 

 

Po powrocie z misji Pani Anna Kaczmarczyk pracowała przez 3 lata w Zespole Ewakuacji Medycznej jako pielęgniarka anestezjologiczna. Na co dzień zajmowała się ewakuacją drogą powietrzną rannych żołnierzy z rejonów misji. Najczęściej ewakuacje odbywały się na pokładzie samolotu Casa C-295, gdzie były zamontowane nosze LSTAT i dwa zestawy do intensywnej terapii. Najwięcej ewakuacji i najcięższe przypadki to byli ranni żołnierze i pracownicy cywilni z Afganistanu. Była to bardzo odpowiedzialna, satysfakcjonująca dla Pani Anny praca: „…wielka ulga jak po kilku godzinnym locie, lądowaliśmy najczęściej w Warszawie i przekazywaliśmy pacjentów w stanie ciężkim, ale stabilnym …, świadomość, że można komuś pomóc, udzielić wsparcia nie tylko medycznego, ale również psychicznego. Bo tak naprawdę z reguły pierwszą osobą, która najczęściej dociera do rannego żołnierza na misji jest pielęgniarka i ten pierwszy kontakt jakże ważny jest dla tego rannego. Żołnierze na misjach mają ogromne zaufanie do pielęgniarek, ale też zapominają, że my również potrzebujemy wsparcia, że tęsknimy, że nie możemy tylko słuchać i wspierać, ale także potrzebujemy wsparcia. PTSD również dotyka pielęgniarki”

7. Czy wiesz, że na początku w 1919 roku, w ramach struktur nowo-powstałego Polskiego Towarzystwa Czerwonego Krzyża utworzone zostały 3 Oddziały Okręgowe PTCK: na Galicję, Wielkie Księstwo Poznańskie, oraz Śląsk?

Oddziały te są więc najstarszymi jednostkami organizacyjnymi Czerwonego Krzyża. Utworzenie pierwszych Oddziałów zapisano w Statucie z 1919 roku w par 39.

 

Na dzień 1 sierpnia 1919 roku struktura organizacyjna zmieniła się i funkcjonowały już 4 Komitety Okręgowe: Małopolski, Wielkopolski, Południowo-Wschodni i Polesko-Miński. Nasza organizacja jako całość obchodzić będzie 100-lecie istnienia, niemniej jednak różna jest historia i okres działania poszczególnych oddziałów terenowych. 
Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę w 1918 roku, granice zostały częściowo oparte na granicach Rzeczypospolitej Obojga Narodów sprzed rozbiorów. W wielu miejscach terytoria były jednak sporne (m.in. Śląsk, Warmia czy Mazury). Ich przynależność do Polski rozstrzygnęły w większości plebiscyty oraz, w niektórych przypadkach, walka zbrojna (np. Powstanie Wielkopolskie). Ostatecznie granice II RP ukształtowały się  w 1922 roku. Od tego czasu, do wybuchu II Wojny Światowej, miało miejsce tylko kilka niewielkich zmian (m.in. zajęcie Zaolzia w 1939r.). W granicach Polski po odzyskaniu niepodległości znalazło się 10 z 16 dzisiejszych oddziałów okręgowych (Kraków, Rzeszów, Katowice, Lublin, Łódź, Kielce, Warszawa Poznań, Bydgoszcz, Białystok). Od początku istnienia Polskiego Towarzystwa Czerwonego Krzyża działały oddziały we Lwowie, Łucku a od 1925 roku w także Wilnie.
Po Drugiej Wojnie Światowej zostały ukształtowane nowe granice, opierające się na terytorium Polski pierwszych Piastów. W wyniku tych zmian (narzuconych przez Związek Radziecki) Polska straciła terytoria wschodnich kresów (tereny obecnej Białorusi i zachodniej Ukrainy), a zyskała Pomorze Zachodnie, Śląsk oraz okolice Zielonej Góry. Granica zachodnia została ustanowiona w większości na Odrze. W skład Polskiego Czerwonego Krzyża weszły oddziały w Szczecinie, Zielonej Górze, Wrocławiu, Opolu, Olsztynie oraz Gdańsk. Lwów, Łuck i Wilno znalazły się na obszarze Związku Radzieckiego.

Mapa za https://www.geocaching.com/

8. Czy wiesz, że Polski Czerwony Krzyż był zaangażowany w budowę Kopca Marszałka Józefa Piłsudskiego na Sowińcu w Krakowie w 1936 roku?

W 1934 roku powstały w Krakowie Związek Legionistów podjął inicjatywę usypania pamiątkowego kopca, będącego pomnikiem walk o Niepodległość. Na czele powołanego w Warszawie Komitetu Budowy Kopca stanął Walery Sławek. W dwudziestą rocznicę wymarszu I Kompanii Kadrowej z Krakowa do Kielc (6 sierpnia 1934) rozpoczęto sypanie Kopca. Po śmierci Józefa Piłsudskiego postanowiono nie ukończony kopiec nazwać jego imieniem, a w akcję sypania zaangażowano szeroko polskie społeczeństwo. Sypanie Kopca stało się swoistą uroczystością, na Sowiniec przyjeżdżało wiele delegacji polskich i zagranicznych.  Władze Krakowa ułatwiały uczestnikom dojazd na Sowiniec, wydając specjalne bilety komunikacji miejskiej.

 

Delegaci PCK na Wawelu z wieńcem dla Marszałka, 1936 r, Źródło: NAC : 1-A-350-1

Z inicjatywy Krakowskiego Oddziału, Polski Czerwony Krzyż postanowił również włączyć się w akcję sypania Kopca i zawieźć na Sowiniec ziemię zebraną z placówek czerwonokrzyskich na terenie całego kraju. Na dzień 17 maja 1936? roku zwołane zostało Walne Zgromadzenie PCK w Warszawie, na którym stawili się delegaci wszystkich okręgów i Oddziału Gdańskiego i przywieźli ze sobą ziemię czerwonokrzyską zebraną z wszystkich oddziałów w kraju, którą złożyli do specjalnie przygotowanej urny. Do Krakowa w celu oddania hołdu Marszałkowi Piłsudskiemu i złożenia urny z ziemią na Sowińcu wyruszyła delegacja złożona z członków Zarządu Głównego PCK na czele z Prezesem Kuhnem, członków Komitetu Głównego, delegatów okręgów. Delegacja uczestniczyła rankiem 18 maja w Mszy Św. w Katedrze Wawelskiej, po której w Krypcie Św. Leonarda, przy trumnie Marszałka, złożono wieniec z napisem „Marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu – Polski Czerwony Krzyż”

 

Z Wawelu, delegacja pojechała na Sowiniec. W asyście sztandaru drużyna ratownicza PCK wniosła urnę na kopiec i uroczyście wysypała zawartą w niej ziemię. Uroczystość miała niezwykle podniosły charakter. Był to symboliczny hołd Polskiego Czerwonego Krzyża dla Marszałka, który za swojego życia wspierał naszą organizację.

 

Urna z ziemią czerwonokrzyską z wszystkich Okręgów PCK, Żródło: NAC 1-A-350-2

 

 

Czerwonokrzyska delegacja w drodze na Sowiniec, Źródło: Polski Czerwony Krzyż, nr 5, 1936 rok

 

Sypanie Kopca Piłsudskiego. Źródło NAC

Dodatkowo, ogromne zasługi w pomocy przy sypaniu Kopca Piłsudskiego miał Krakowski Oddział PCK. W związku z licznie napływającymi do Krakowa wycieczkami, delegacjami w celu złożenia Marszałkowi hołdu, Oddział Krakowski PCK organizował punkty sanitarno-ratownicze na Wawelu, na Sowińcu i dworcu kolejowym w celu niesienia pomocy doraźnej. W punktach pełniły służbę siostry pogotowia sanitarnego i ratownicy. Punkt na Sowińcu oraz na Wawelu i dworcu udzieliły pomocy w okresie od wiosny do jesieni 1935 roku  w 4753 przypadkach. Działalność ta spotkała się z wysokim uznaniem nie tylko władz centralnych PCK,  ale całego społeczeństwa.

 

 

Sypanie Kopca Piłsudskiego. Źródło NAC

Punt sanitarno-ratowniczy na Sowińcu, Źródło: Polski Czerwony Krzyż, nr 2, 1936 rok

Marszałek Józef Piłsudski powiedział o Polskim Czerwonym Krzyżu
„Ranny i chory żołnierz – to sierota wojskowy. Wchodzi nagle, jako odpadek wielkiej produkcji wojennej, do bezdusznej, skomplikowanej maszyny, bezsilny, zdenerwowany, często bezwolny. Trzeba włożyć duże wysiłki, aby w tej maszynie pracowało serce matczyne, które więcej kocha właśnie to dziecko, które jest nieszczęśliwe i zbolałe, a więc nieużyteczne dla pracy, i w tem leży szczytne i wielkie zadanie Czerwonego Krzyża w czasie wojny…”

 

Józef Piłsudski

 

Kopiec Piłsudskiego ma w sobie ok. 35 m wysokości oraz 130 tysięcy m³ objętości. Wysokość wzniesienia Sowiniec, na którym stoi: 358 m n.p.m., a średnica podstawy ma 111 m.

9. Czy wiesz, że Polski Czerwony Krzyż był inicjatorem opieki zdrowotnej na wsi w okresie międzywojennym i tworzenia pierwszych wiejskich ośrodków zdrowia?

Wiejski Ośrodek Zdrowia PCK w Zakliczynie nad Dunajcem w Małopolsce, fot. za „Jestem” nr 2 z 1939 r.

Mimo rozbudowy sieci ośrodków zdrowia przez państwo i samorządy oraz Ubezpieczalnię Społeczną  mieszkańcy wsi dotkliwie odczuwali brak opieki lekarskiej. Autorką pomysłu tworzenia na wsiach ośrodków zdrowia była hrabina Maria Tarnowska, Wiceprezes Polskiego Czerwonego Krzyża, z wykształcenia pielęgniarka.

 

Mieszkając w majątku Świerże na Lubelszczyźnie udzielała porad z zakresu pielęgniarstwa i higieny mieszkańcom swej wsi. Przerażały ją wówczas trudne warunki bytowe oraz zacofanie ludności wiejskiej (zaufanie do babek, znachorów i szarlatanów różnego typu), zwłaszcza w zakresie wychowania dzieci i higieny. Wystąpiła więc z projektem zorganizowania w ramach Czerwonego Krzyża sieci wiejskich ośrodków zdrowia w całym kraju. Propagując tę ideę pisała artykuły w prasie i wygłaszała pogadanki radiowe. Projekt zyskał faktycznie duże poparcie. Pierwszy wiejski ośrodek zdrowia utworzony został w posiadłości Tarnowskich w Świerżach. Przeznaczyli oni na ten cel  jeden z budynków mieszkalnych dla administracji, wyposażyli go i doprowadzili wodę i energię elektryczną.

 

W okresie do 1939 r. w Polsce, w Czerwonym Krzyżu,  na wzór ośrodka w Świerżach, uruchomiono ok. 300 takich obiektów. Dziś moglibyśmy powiedzieć, że tworzenie wiejskich ośrodków zdrowia było doskonałym przykładem partnerstwa właścicieli majątków, samorządów i PCK. Zaplecze lokalowe zapewniała gmina lub prywatny właściciel, a Zarząd Główny PCK kierował do pracy w ośrodku i opłacał wykwalifikowaną pielęgniarkę.  Na terenie Małopolski przykładem takiego ośrodka był  Zakliczyn. W 1938 roku zarejestrowanych w ośrodku było 110 dzieci, w poradni przeciwjagliczej 191 osób, w poradni przeciwgruźliczej 248. Działały także poradnie przeciwweneryczna, poradnia dla matek. Ogółem w ośrodku wiejskim udzielono w 1938 roku 4588 porad.

 

Punkt jagliczo-położniczy na Wileńszczyźnie, fot. za „Jestem” nr 2 z 1939 r.

We współpracy z urzędami państwowymi i samorządami tworzone były także tzw. „lotne ośrodki zdrowia”, które też prowadził Czerwony Krzyż. Terenem ich tworzenia były miejscowości, które nie miały żadnej opieki lekarskiej. Do każdej z nich, raz w tygodniu przyjeżdżał lekarz zaopatrzony w lekarstwa i przyjmował chorych 5-7 godzin dziennie. Lekarzom towarzyszyły higienistki, pielęgniarki.  Lokale dla „lotnych ośrodków zdrowia” oddawały gminy, które także ponosiły koszty utrzymania tych lokali. Ośrodki te prowadziły przede wszystkim działalność zapobiegawczą. Ośrodki obejmowały opieka dzieci szkolne, z których każde miało być przynajmniej raz w roku przebadane.

W akcję szerzenia oświaty sanitarnej na wsi, popularyzację zasad higieny życia codziennego i walkę ze znachorstwem w okresie międzywojennym, Polski Czerwony Krzyż miał swój ogromny wkład. Szkolono także tzw. wiejskie przodownice zdrowia. Były to wiejskie dziewczęta kształcone na kursach czerwonokrzyskich z myślą, że po powrocie na wieś będą udzielać pierwszej pomocy w nagłych wypadkach i przyczyniać się, poprzez prowadzone akcje, do podnoszenia stanu zdrowotnego mieszkańców wsi.

 

Wiejski Ośrodek Zdrowia PCK na terenie powiatu krakowskiego. Fot. za „Jestem” nr 3 , 1939 r.

10. Czy wiesz, że Polski Czerwony Krzyż nigdy nie przyjął żadnych gratyfikacji oraz nie udzielił poparcia dla władz hitlerowskich narażając się tym samym na surowe konsekwencje?

Warto przypomnieć piękną, obywatelską postawę działaczy Polskiego Czerwonego Krzyża, którzy swą trudną i tragiczną misję pełnili w poczuciu patriotycznego i humanitarnego obowiązku.

PCK w okresie II wojny światowej zajmował się w ogromnej skali organizowaniem pomocy dla ludności cywilnej, borykając się jednocześnie z wieloma trudnościami, głównie finansowymi i szykanami ze strony władz niemieckich. Jedną z nich była m.in. propozycja finansowania Polskiego Czerwonego Krzyża przychodami z kasyna przy Al. Szucha (decyzją  generalnego gubernatora Franka). Polski Czerwony Krzyż odmówił piśmiennie przyjęcia dochodu z kasyna (motyw – niemoralny hazard), co skutkowało przyjazdem do Zarządu Głównego PCK przedstawicieli władz niemieckich z udziałem SD i Gestapo, oświadczających, że G. G. Frank czuje się obrażony, chcących wiedzieć kto jest odpowiedzialny  za taką decyzję. Maria Tarnowska – wiceprezes PCK, która była delegowana do kontaktów z Niemcami, tak wspomina to zdarzenie: „Wkrótce po otwarciu tej jaskini hazardu [ kasyna], w siedzibie Czerwonego Krzyża zjawił się pracownik warszawskiego biura generalnego gubernatora Franka. Pytał o mnie. Oznajmił, ze przybywa z wiadomością od przełożonego, który słysząc o trudnościach finansowych naszej organizacji, postanowił oddać jej dziesięć procent dochodów z kasyna. Byłam oburzona tą propozycją.

– Jestem gubernatorowi wdzięczna za życzliwość- odparłam – ale nie możemy przyjąć darowizny.

– Dlaczego? – Reakcja mojego rozmówcy była typowa dla Niemców, którzy nie potrafili zrozumieć cudzych odczuć.

– Ponieważ źródło dochodu jest w najwyższym stopniu niemoralne i dlatego osoby, którym zobowiązani jesteśmy pomagać, niewątpliwie miałyby nam za złe ciche poparcie dla kasyna gry.

– Czy pani stoi na czele Polskiego Czerwonego Krzyża? – zapytał wysłannik.

– Nie, jestem wiceprezesem. Organizacją kieruje pan Lachert.

– W takim razie proszę go tu wezwać – oznajmił.

Poprosiłam więc przewodniczącego, który dał Niemcowi identyczna odpowiedź” (s. 125-126).

Kilka dni później władze hitlerowskie wezwały prezydium PCK do Krakowa gdzie zastępca G.G. Franka kategorycznie zabronił przyjmowania nowych członków PCK i pobierania składek członkowskich, zezwalając na przyjmowanie tylko dobrowolnych ofiar – co miało skutkować upadkiem organizacji. Ponadto polecił rozwiązać wszystkie Zarządy Okręgowe i Oddziałowe zgodziwszy się na pozostawienie w Okręgach i Oddziałach tylko po jednym pełnomocniku Zarządu Głównego, zaś samą siedzibę Zarządu Głównego przenieść do Krakowa (ostatnie zarządzenie udało się zmienić, ustanawiając delegata PCK w Krakowie). Następnie po powrocie do Warszawy członków Prezydium PCK, oświadczono im, że życzeniem, a właściwie poleceniem rządu jest, aby stanowisko Prezesa Zarządu Głównego PCK objął p. Landsberg. W związku z taką decyzją, przyjęto odmowne stanowisko, motywując je tym, że aktualnie urzędujący Prezes Lachert został powołany z wyboru Rady Naczelnej i cieszy się zaufaniem społeczeństwa polskiego i, że Polski Czerwony Krzyż nie zrobi żadnego kroku w kierunku wyboru Prezesa wskazanego przez Niemców, zwłaszcza, że obecny skład Zarządu PCK został notyfikowany w Międzynarodowym Czerwonym Krzyżu w Genewie.

Inną ciekawą relacją opisującą stosunki Polskiego Czerwonego Krzyża z władzami niemieckimi jest relacja Wacława Lacherta – Prezesa PCK, który pisał: „ Przypominam sobie jeszcze 2 moje wyjazdy do Krakowa na zaproszenie władz niemieckich. Pierwszy z nich miał na celu zaprojektowanie wycieczki przedstawicieli PCK do obozu jeńców wojennych w Murnau. Ponieważ dowiedziałem się, że na konferencje został zaproszony i P. Ronikier zwróciłem się do niego na chwile przed posiedzeniem i wyczułem, że był zachwycony tym projektem lansowanym przez propagandę niemiecką. W paru mocnych słowach osadziłem te zachwyty i pomimo, iż R. przyrzekł Niemcom udział w wycieczce do Murnau kategorycznie odmówiłem naszego uczestnictwa. Sekundował mi dzielnie, jak zresztą zawsze, nasz sekretarz Zarządu Głównego. p. Kazimierz Skarżyński i po wysłuchaniu wygłoszonego przez prezesa niemieckiej propagandy nadzwyczaj uprzejmego zaproszenia do wycieczki do Murnau, zabrałem głos, uprzedzając p. Ronikiera z obawy, aby się nie zaangażował, podziękowałem za zaproszenie i odmówiłem stanowczo naszego udziału w niej, stawiając wniosek, że PCK pozbawiany systematycznie swych uprawnień przez zarządzenia władz niemieckich i pozbawiony nawet odpowiedzi na wielokrotne protesty dotyczące aresztów działaczy czerwonokrzyskich, wyroków śmierci na internowanych w obozach jeńców (sprawa Kasztelana i wielu innych) raczej chciałby wiedzieć, co się dzieje w Dachau, Oświęcimiu, Majdanku i innych więzieniach, a nie wizytować swych rodaków we wzorowym obozie Murnau dla dogodzenia propagandowym celom niemieckim.

PCK posiada poważny kapitał moralny w społeczeństwie polskim i nie ma zamiaru tak lekkomyślnie go utracić, przyjmując udział w tego rodzaju imprezach. Prezes propagandy niemieckiej był zaskoczony stanowiskiem PCK, powiedział, że go nie rozumie, ale na tem musiał poprzestać, natomiast przewodniczący na Zebraniu przedstawiciel wydziału opieki (nazwiska nie pamiętam) zwrócił się do nas, abyśmy na piśmie zgłosili nasze protesty i dezyderaty, które będą rozpatrzone. Obszerny memoriał w tej materii wysłany po kilku dniach przez nas pozostał jak zawsze bez skutku i nawet bez odpowiedzi”.

 

Posiedzenie Zarządu Głównego Polskiego Czerwonego Krzyża w Warszawie. Od lewej przy stole widoczny Wacław Lachert. Źródło: NAC.

Polski Czerwony Krzyż nie dał się też w najmniejszej nawet mierze wciągać w tryby niemieckiej propagandy w trakcie odkrycia mordu katyńskiego, trafnie rozumiejąc, że skoro Związek Radziecki prowadził wojnę z Niemcami hitlerowskimi, to niezależnie od układów sytuacyjnych i własnego punktu widzenia na wydarzenia 1940 i 1941 roku nie wolno w niczym pomóc niemieckiej propagandzie. To odpowiedzialne stanowisko znalazło swe odbicie w fakcie zdecydowanej odmowy PCK udzielonej władzom hitlerowskim (mimo grożących najsurowszych konsekwencji) publicznego określenia w jakiejkolwiek formie daty zbrodni. Jak zaś wiadomo określenie daty mordu katyńskiego było równocześnie jednoznacznym wskazaniem sprawców, czego Polski Czerwony Krzyż jako organizacja bezstronna nie mogła zrobić.

 

Opracowano na podstawie:

  • Maria Tarnowska „Przyszłość pokaże…”, wydanie Łomianki 2012 r.
  • Sprawozdanie poufne Polskiego Czerwonego Krzyża. Raport z Katynia.

11. Czy wiesz, że początki krwiodawstwa w Czerwonym Krzyżu sięgają roku 1935, czyli miały miejsce 83 lata temu?

Dawstwo krwi początkowo nie było głównym obszarem zainteresowań władz PCK. Dopiero w latach trzydziestych XX wieku, w obliczu zbliżającej się wojny oraz upowszechniania transfuzjologii, pojawiły się głosy apelujące o przekazanie PCK zagadnień związanych z dawstwem krwi. Wśród znawców tematu pojawiały się głosy o konieczności organizowania ośrodków dla krwiodawców, wskazywano wówczas Polski Czerwony Krzyż jako instytucję predestynowaną do tego zadania. Początki tematyki krwiodawstwa w PCK naznaczone są nie tylko organizacją ośrodków krwiodawców, poborem krwi, ale przede wszystkim działalnością badawczą.

 

W 1935 roku PCK rozpoczął zorganizowaną działalność na rzecz krwiolecznictwa obejmującą organizację kursów dla lekarzy oraz propagandę dawstwa krwi. Utworzono również pierwszy w Polsce Instytut Przetaczania Krwi w 1935 roku pod kierownictwem Henryka Gnoińskiego,  przy Szpitalu Głównym PCK w Warszawie.

 

Szpital PCK na Smolnej 6 w Warszawie, fot. Ze zbiorów ZG PCK

Instytut znajdował się przy ulicy Smolnej 6, w obrębie kompleksu złożonego z siedmiu budynków. Trzy z nich zajmował szpital (oddziały: chirurgiczny, ginekologiczny, wewnętrzny), w dwóch mieściła się Szkoła Pielęgniarstwa PCK oraz Instytut Przetaczania  i Konserwacji Krwi, a w pozostałych administracja i zaplecze techniczne. Szpital Główny, Szkoła Pielęgniarska i Instytut Przetaczania i Konserwacji krwi podlegały bezpośrednio Zarządowi Głównemu PCK. W Instytucie prowadzone były badania nad konserwacją krwi i regeneracją krwi po jej dużych utratach i pod wpływem podania krwi świeżej.

Dr H. Gnoiński przy pracy w Instytucie Przetaczania i Konserwacji Krwi PCK, 1939 rok. Źródło: NAC 1-C-877-1

Pierwszy w Polsce Instytut Przetaczania i Konserwacji Krwi (stworzony przez H. Gnoińskiego) powstał dzięki inicjatywie oraz wieloletnim staraniom profesora Bolesława Szareckiego. W chwili powołania tej jednostki, był on członkiem Zarządu Głównego PCK. Krwiodawstwem i krwiolecznictwem interesował się od lat dwudziestych. Aktywne uczestnictwo Szareckiego w wielu dyskusjach na temat organizacji krwiodawstwa, a także wiedza na temat rozwoju światowej transfuzjologii były w Polsce opiniotwórcze i znaczące. Bolesław Szarecki był szefem sanitarnym PCK i od 1937 roku dyrektorem Głównego Szpitala PCK, miał więc znaczący wpływ na współpracę Szkoły Pielęgniarek, Szpitala Głównego PCK i Instytutu Przetaczania i Konserwacji Krwi.

Medal na 40 lecie honorowego krwiodawstwa PCK z podobizną Henryka Gnoińskiego

Henryk Gnoiński w Instytucie Przetaczania Krwi prowadził badania nad regeneracją krwi po jej dużych utratach i pod wpływem podania krwi świeżej oraz konserwowanej. Na II Międzynarodowym Zjeździe Przetaczania Krwi w Paryżu, w 1937 roku ogłosił wyniki swoich badań nad krwią konserwowaną, które wzbudziły ogólne zainteresowanie. Prowadził też zajęcia dla studentów na Uniwersytecie Warszawskim z zakresu patologii krwi. Instytut PCK bardzo szybko zyskał dobrą opinie i oceniany był jako jedna z najlepszych placówek tego typu w Europie. Konserwowano krew zarówno na potrzeby wojska, jak i lecznictwa cywilnego. Instytut współpracował z Państwowym Zakładem Higieny prowadzonym przez Ludwika Hirszfelda.

 

Pracownicy Instytutu podczas pobierania krwi królikowi, 1939 r, Źródło NAC 1-C-877-2

Przy Instytucie utworzono Ośrodek Krwiodawców Zawodowych oddających krew za opłatą oraz Ośrodek Honorowych Dawców Krwi. W 1938 roku pobrano od 812 członków 140 litrów krwi. Członkowie Ośrodka rekrutowali się ze środowisk akademickich i ochotniczych organizacji kobiecych.

 

Równolegle do Instytutu PCK, działał założony przez lekarza Tadeusza Sokołowskiego  w 1935 roku  w Warszawie Instytut Urazowy I Szpitala Okręgowego, w którym pracowano nad konserwacją krwi. Instytut Przetaczania i Konserwacji Krwi PCK i Instytut Urazowy były to odrębne i konkurujące ze sobą jednostki. Jednak to Instytut Przetaczania i Konserwacji Krwi pozostający pod zarządem PCK miał możliwość rozwoju dzięki zasobom finansowym i materialnym tej organizacji oraz sprawnemu funkcjonowaniu jego struktur, a także wsparciu polskich władz.

 

Inną jednostką o podobnym charakterze, była powołana rok wcześniej Centralna Stacja Wypadkowa z Ośrodkiem Przetaczania Krwi w Łodzi. Celem tej instytucji było udzielanie pomocy potrzebującym w jej siedzibie, jak i na miejscu wypadku (w fabryce). Henryk Gnoiński w broszurze na temat krwiodawstwa z roku 1938 opisał działalność tej instytucji, nazywając ją: Sekcją Wypadkową PCK w Łodzi, wymienia również działający przy sekcji wypadkowej Ośrodek Przetaczania Krwi, którego zadaniem było wykonywanie transfuzji, przygotowanie, badanie i rejestracja dawców.

 

Pierwszy akt prawny regulujący krwiodawstwo z 1937 roku.

 

Dowodem na to, że krwiodawstwo było tematem coraz to bardziej ważnym nie tylko pod względem medycznym, ale także społecznym jest  Rozporządzenie Ministra Opieki Społecznej z 1937 roku – pierwszy polski akt prawny regulujący krwiodawstwo.

12. Czy wiesz, że w 28 lutego 2018 roku minęło 50 lat od ustanowienia odznaki Zasłużony Honorowy Dawca Krwi?

W celu wyrażenia uznania honorowym dawcom krwi za ich ofiarność i szlachetną postawę Polski Czerwony Krzyż w okresie powojennym zaczął wprowadzać szereg odznak. 28 lutego 1968 roku ówczesny Minister Spraw Wewnętrznych wydał decyzję, która zatwierdzała wzór odznaki „Zasłużony Dawca Krwi” wraz z zezwoleniem na jej stosowanie. Od początku, głównym symbolem  odznaki był czerwony krzyż, a odznaczenia było wydawane przez naszą organizację.  W czasie tych 50 lat zmieniły się przepisy na podstawie których odznaka wraz z legitymacją jest wydawana, jednak współcześnie, sam wygląd odznak niewiele się różni od tych wydawanych pierwotnie. Na początku produkcją odznak ZHDK zajmowała się Mennica Państwowa w Warszawie.

 

Od początku odznaki wydawane były przez Polski Czerwony Krzyż, jak czytamy na legitymacji „W  dowód uznania za najpiękniejszy dar humanitarny – bezinteresowne oddawanie krwi i to nie zmieniło się przez lata.

Każdy oddział okręgowy PCK wydaje rocznie kilka tysięcy tych odznak. W ciągu 50 lat, odznaką z czerwonym krzyżem w centrum,  uhonorowano setki tysięcy, a może nawet miliony  krwiodawców. Tylko w latach 2006-2016 wydano ich ok. 200 000. Wszystkie legitymacje, pomimo zmian, zachowują swoją ważność, nawet te najstarsze.

 

Dziś odznaka jest przyznawana:

Dawcy krwi:

1) kobiecie, która oddała w dowolnym okresie co najmniej 5 litrów krwi lub odpowiadającą tej objętości ilość jej składników,
2) mężczyźnie, który oddał w dowolnym okresie co najmniej 6 litrów krwi lub odpowiadającą tej objętości ilość jej składników
– przysługuje tytuł „Zasłużony Honorowy Dawca Krwi III stopnia” i brązowa odznaka honorowa „Zasłużony Honorowy Dawca Krwi III stopnia”.

 

Dawcy krwi:
1) kobiecie, która oddała w dowolnym okresie co najmniej 10 litrów krwi lub odpowiadającą tej objętości ilość jej składników,
2) mężczyźnie, który oddał w dowolnym okresie co najmniej 12 litrów krwi lub odpowiadającą tej objętości ilość jej składników
– przysługuje tytuł „Zasłużony Honorowy Dawca Krwi II stopnia” i srebrna odznaka honorowa „Zasłużony Honorowy Dawca Krwi II stopnia”.

 

Dawcy krwi:
1) kobiecie, która oddała w dowolnym okresie co najmniej 15 litrów krwi lub odpowiadającą tej objętości ilość jej składników,
2) mężczyźnie, który oddał w dowolnym okresie co najmniej 18 litrów krwi lub odpowiadającą tej objętości ilość jej składników
– przysługuje tytuł „Zasłużony Honorowy Dawca Krwi I stopnia” i złota odznaka honorowa „Zasłużony Honorowy Dawca Krwi I stopnia”.

 

Wcześniej, bo w 1963 roku, wprowadzone zostały odznaki „Honorowego Dawcy Krwi”. Wzór odznak oraz zezwolenie na stosowanie zostały objęte decyzją Ministra Spraw Wewnętrznych  (nr D.22/S/X/63) z dnia 11 marca 1963 roku, czyli 55 lat temu. Niestety odznaki te nie są wydawane od 2001 roku.

 

13. Czy wiesz, że Tydzień Czerwonego Krzyża na ziemiach polskich był już obchodzony zanim oficjalnie powstał Polski Czerwony Krzyż czyli już ponad 100 lat temu?

Dostępne źródła historyczne pokazują, że Tydzień PCK obchodzony był już przez Galicyjskie Towarzystwo Czerwonego Krzyża kierowane przez Ks. Pawła Sapiehę. Tradycja została zapożyczona z obchodów Austriackiego Czerwonego Krzyża. W okresie maja w wielu miastach w Galicji, w szczególności Krakowie i Lwowie, ale pomniejszych także,  organizowane były różnego rodzaju koncerty, wystawy, prezentacje, a przede wszystkim kwesty, na których zbierano środki na działalność Czerwonego Krzyża. Tygodnie czerwonokrzyskie, w całej ponad 100 letniej tradycji odbywały się zazwyczaj na początku maja w związku z urodzinami założyciela ruchu czerwonokrzyskiego H. Dunanta. Informacje o kweście w Tygodniu Czerwonego Krzyża zamieszczały wszystkie lokalne gazety, wszystkich wyznań. Uroczystości rozpoczynały się nierzadko od mszy świętej w lokalnym kościele. Kwesty organizowane były na specjalnych stoiskach przed biurami Czerwonego Krzyża, w kościołach,  na ulicach oraz w restauracjach i kawiarniach, a także cukierniach. Przy stoiskach można było także zapisać się i zapłacić składkę  zostając członkiem organizacji.

 

Na murach miasta pojawiały się odezwy jak np. ta z 1916r.

Do mieszkańców stołeczno-królewskiego miasta Krakowa!

Instytucja „Czerwonego Krzyża” nie naprzykrzająca się Wam w czasach codziennych, puka do serc Waszych!
Mało na nią w czasie pokoju uwagi się zwraca. Gdy pożoga wojenna objęła ziemie nasze, gdy krwawe boje się toczą, idzie ona do żołnierza okaleczonego w bohaterskich zapasach, podając mu kojącą dłoń. I zabiera go do swych wygodnie urządzonych pociągów i wozów, przewozi do szpitali, gdzie lekarze i nadzorczynie staranną otaczają go opieką. Gdy siły mu wracają, uzdrowiska jej dają mu potrzebny wypoczynek. Troskę o los pozostałej w domu rodziny spędza mu z czoła, rodzinie koi udrękę rozstania z ojcem i żywicielem.

Wszystkie te zadania i setki innych spełnia „Towarzystwo Czerwonego Krzyża” bez rozgłosu i natręctwa, niosąc uśmierzenie bólów, ukojenie cierpień ducha. I śmiało rzecz można nie ma rodziny, która by bezpośrednio lub pośrednio nie doznała dobrodziejstw ze strony tej – do czynienia usług bliźniemu powołanej- instytucyi.

Czyż doznaje ona ze strony społeczeństwa choć części tej opieki która świadczy? […]


I w tej poważnej chwili dla przepięknej w swoich celach instytucyi humanitarnej, my, komitet obywatelski miasta Krakowa, zwracamy się do Was mieszkańcy królewskiego stołecznego grodu, byście Tydzień Czerwonego Krzyża otoczyli znanem nam z licznych dzieł waszych ciepłem waszego uczucia, nie poskąpili datków i gorliwie z nami współpracując, zgromadzili liczne grono nowych członków Towarzystwa Czerwonego Krzyża, którzy wchodząc do sekcji galicyjskiej, pokaźną swą liczbą udowodnią jeszcze raz światu, że polski nasz gród idzie zawsze w pierwszym szeregu  każdej czynnej akcyi miłości bliźniego.
Kraków dnia 28 kwietnia 1916 r

 

Przewodniczący Komitetu obywatelskiego Tygodnia Czerwonego Krzyża dr Juliusz Leo.

 

Powielone odezwy roznosiła także młodzież szkolna, która z okazji dnia kwesty miała nawet dzień wolny w szkole. Młodzież miała także  przy sobie także deklaracje na członków Czerwonego Krzyża, które rozdawała mieszkańcom. Całość organizowały Panie-kwestarki , czyli wielce zasłużone mieszkanki Krakowa czy Lwowa na czele z żoną prezydenta. Zasiadały one przy specjalnie przygotowanych stolikach, rozstawionych po całym mieście. Można było także kupić okolicznościowe odznaki czy emblematy „i prawie nikogo nie spotkało się, by nie nosił takiej odznaki” (Gazeta Lwowska, 2 maja 1916).

 

Kwesty zawsze miały określony cel np. w 1916 roku w Kurierze Codziennym możemy przeczytać: „Ponieważ z wielu stron napływają pytania na jakie cele będą użyte fundusze zebrane w tym tygodniu w Galicyi, biuro prezydialne Czerwonego Krzyża podaje do wiadomości co następuje Pieniądze zebrane w Galicji zostaną użyte wyłącznie na cele krajowe, a to w dwóch częściach na Czerwony Krzyż, w jednej trzeciej zaś zostaną użyte na rzecz opieki nad dziećmi. Ponadto w czasie pobytu arcyksięcia Franciszka Salwatora w Galicyi, bawiący u nas hr. Traun oświadczył, że także pewna część zebranych funduszów w całej monarchii zostanie przelana na rzecz opieki nad galicyjskimi sierotami” (Kurier Codzienny, nr 119, 1.maja 1916)

 

Organizowane były liczne koncerty, przedstawienia teatralne i operowe, podczas których oczywiście zbierano datki oraz inne atrakcje jak np. wyścig kolarzy.

 

 

 

Obchody Tygodnia PCK były szeroko prezentowane w prasie tego okresu. Nie było gazety codziennej, która by nie relacjonowała wydarzeń z obchodów.

 

Nie dziwi wiec fakt, że skala zebranych w Tygodniu Czerwonego Krzyża środków finansowych była imponująca, a członków stowarzyszenia przybywało w ekspresowym tempie.

14. Czy wiesz, że do dziś w Tarnowie w Małopolsce obecna jest prawie 100 letnia tradycja przemarszów przez miasto organizowanych z okazji Tygodnia PCK?

fot. Uczestnicy obchodów Tygodnia Polskiego Czerwonego Krzyża podczas manifestacji na krakowskim rynku. Kraków, 1937r., Źródło NAC: 1-C-897

W poprzedniej ciekawostce opowiadaliśmy o kwestach z okazji Tygodnia PCK. Dziś chcielibyśmy pokazać tradycję czerwonokrzyskich przemarszów przez miasto. W okresie międzywojennym, PCK rozpoczynał obchody w dniu 1 czerwca, był też okres kiedy Tydzień PCK rozpoczynał się 26 maja, na Dzień Matki (prawdopodobnie związane to było z kultem matki Józefa Piłsudskiego).

Młodzież w pochodzie propagandowym przez miasto. Leszno 1931, Źródło NAC 1-C-901

W okresie międzywojennym  na centralnych placach  miast organizowane były spotkania, wiece z udziałem przedstawicieli najważniejszych władz lokalnych. Dokonywano wtedy przeglądu i prezentacji oddziałów PCK m.in. sanitarnych, młodzieżowych , a potem wyruszano w przemarszu przez miasto. Bardzo często obchody Tygodnia PCK połączone były z pokazami ratownictwa. Obowiązkowo ustawiano stoiska, na których kwestowano lub sprzedawano znaczki

fot. Dziecięcy oddział PCK podczas uroczystości, Kraków 1938 r, Źródło NAC: 1-C-898-3

PCK.

 

Po wojnie Tydzień PCK był również bardzo widoczny. W tym okresie uroczyście wywieszane były flagi.  Flagi Czerwonego Krzyża pojawiały się przy każdej siedzibie PCK, placówce, a także przy każdej fabryce, szkole.

Przygotowanie do przemarszu PCK na Rynku w Tarnowie, Tarnów 2016

Współcześnie Tydzień PCK obchodzony jest niestety na mniejszą skalę niż w przeszłości, niemniej jednak ciągle obecne są ciekawe formy promocji jak np. „żywe znaki” czerwonego krzyża, przemarsze przez miasto, stoiska prezentujące działalność statutową, wywieszanie flag  czy zbiórki do puszek kwestarskich.

Jedynym miastem, w którym Polski Czerwony Krzyż maszeruje w Tygodniu PCK przez miasto jest….Tarnów w Małopolsce. Tradycja ta przetrwała przez wiele lat i jest pieczołowicie kultywowana przez tamtejszych działaczy, członków i wolontariuszy. Maszeruje młodzież, krwiodawcy, a nawet przedszkolne, czerwonokrzyskie Wiewiórki.

Radomsko 2016, Żywy znak Czerwonego Krzyża w Tygodniu PCK na boisku przy ul. Kościuszki

Tarnów.

Przygotowanie do przemarszu PCK na Rynku w Tarnowie, Tarnów 2016

15. Czy wiesz, że Polski Czerwony Krzyż cieszył się ogromnym zaufaniem społecznym w czasach II Rzeczpospolitej, najważniejsze osoby w państwie zawsze wypowiadały się o naszej organizacji z najwyższym uznaniem i zachęcały do wstępowania w szeregi organizacji.

 O polskim Czerwonym Krzyżu powiedzieli:

 

Józef Piłsudski

Marszałek Józef Piłsudski

 „Ranny i chory żołnierz – to sierota wojskowy. Wchodzi nagle, jako odpadek wielkiej produkcji wojennej, do bezdusznej, skomplikowanej maszyny, bezsilny, zdenerwowany, często bezwolny. Trzeba włożyć duże wysiłki, aby w tej maszynie pracowało serce matczyne, które więcej kocha właśnie to dziecko, które jest nieszczęśliwe i zbolałe, a więc nieużyteczne dla pracy, i w tem leży szczytne i wielkie zadanie Czerwonego Krzyża w czasie wojny…”

 

gen. Józef Haller

 

 

 

 

 

 

gen. Józef Haller, 1919 r.
 „Niechaj Krzyż Czerwony nie czerwieni się jako rana niezabliźniona, ale niech krasi czerwień serca kochającego bliźniego i niosącego mu czynną pomoc”

 

 

 

Prezydium Polskiego Czerwonego Krzyża na audiencji u prezydenta RP Ignacego Mościckiego (drugi z prawej). Widoczni m.in. senator Antoni Bogucki (trzeci z lewej), inż. Alfons Kuhn (trzeci z prawej),Tytus Filipowicz (z prawej). Data wydarzenia: 1935-06-14 Źródło NAC: 1-A-1347

Ignacy Mościcki, Zamek Królewski, 14 czerwca 1935 roku.
 „Polski Czerwony Krzyż to: Przeszłość, którą pamięta każdy żołnierz. Teraźniejszość, widoczna na wielu placówkach społecznego czynu. Przyszłość, która wymaga zorganizowanego wysiłku całego społeczeństwa dla zapewnienia pełni sił w każdym przypadku”

16. Czy wiesz, że spotkania krwiodawców pn. Rajd „Czerwonej Róży” jest organizowany nieprzerwanie ponad 40 lat?

Fot. Logo Klubu Hutniczego PCK z Krakowa

Pomysłodawcą i inicjatorem Rajdów „Czerwonej Róży” był Kazimierz Nowak, wieloletni Prezes Klubu HDK PCK działającego przy krakowskiej hucie stali.  Pierwsze spotkanie zorganizowane zostało w 1977 roku w Tenczynku i nosiło nazwę I Zlot „Czerwonej Róży”, a pretekstem były obchody 25 lecia działalności PCK w hucie.  Symbol czerwonej róży, z czasem stał się znakiem rozpoznawczym klubu hutniczego z Krakowa i zagościł na stałe w jego logotypie.

Kazimierz Nowak – pomysłodawca i inicjator rajdów

 

Od samego początku celem zlotu/rajdu była integracja środowiska HDK oraz poznawanie piękna historii i ziemi ojczystej, a także promowanie czynnego wypoczynku krwiodawców i ich rodzin.

 

Z czasem Zloty przerodziły się w rajdy, nabierając  od 1986 roku ogólnopolskiego charakteru. Rosła też liczba uczestników (najliczniejszy był rajd w 1999 roku w Zawoi, w którym wzięło udział 548  uczestników). Każdy rajd organizowany był w innej, atrakcyjnej turystycznie okolicy. Program rajdu stawał się coraz bogatszy.

 

XIV Rajd Czerwonej Róży Międzygórze 1994. Fot. Własność MOO PCK.

XXIII Rajd Czerwonej Róży – Zawoja 1999. Fot. Własność MOO PCK.

 

XIV Rajd Czerwonej Róży Międzygórze 1994. Fot. Własność MOO PCK.

 

Obowiązkowym elementem były piesze wędrówki, z czasem rywalizacja w wieloboju drużynowym, konkursy z wiedzy o danym regionie, jego historii, liczne konkursy , gry i zabawy towarzyskie. Każdy rajd i jego trasy były bardzo dokładnie opracowywane. Organizatorzy przygotowywali dla uczestników Informatory Turystyczne, w których szczegółowo opisana była trasa zaplanowana do przejścia na każdy dzień.

 

XIX Rajd Czerwonej Róży – Błonie – Bielsko Biała 1995. Fot. Własność MOO PCK.

 

Zwycięska drużyna otrzymywała na rok przechodni puchar. Udział w rajdzie brały całe rodziny krwiodawców. Osobno organizowane były konkursy dla dzieci. Od początku rajdy odbywały się zawsze pod namiotami, nikt nie myślał o spaniu w hotelu czy wygodnych wycieczkach autokarowych.

 

XX Rajd Czerwonej Róży – Myślenice 1996. Fot. Własność MOO PCK.

 

Wszyscy zgodnie wyruszali na trasę pieszej wycieczki każdego dnia, a wieczorem spędzali czas na grach, zabawach towarzyskich i tańcach. Radości było zawsze pełno.

 

XIX Rajd Czerwonej Róży – Błonie – Bielsko Biała 1995. Fot. Własność MOO PCK.

 

Rajd rozpoczynał się wciągnięciem flagi czerwonokrzyskiej na maszt na polu biwakowym, a kończył rozstrzygnięciem eliminacji drużyn reprezentujących poszczególne oddziały czy kluby i wręczeniem pucharu.  Wpisy w kronikach rajdów mówią same za siebie o pozytywnych emocjach jakie towarzyszyły uczestnikom i tęsknocie za kolejnym spotkaniem na trasie radu w następnym roku.

 

Rozpoczęcie XVII Rajdu Czerwonej Róży Barcice 1993. Fot. Własność MOO PCK.

 

Co roku odbywały się sejmiki turystyczne mające na celu podsumowanie rajdu i ustalenie organizatora w kolejnym roku. Sejmiki odbywały się w Krakowie, a od 1996 roku organizowane były na zakończenie rajdu. Przez wiele lat komandorami rajdu był Kazimierz Nowak oraz Włodzimierz Galaciński – zasłużeni honorowi dawcy krwi z Krakowa, przewodniczący Krakowskiej Rady HDK.

 

XVII Rajd Czerwonej Róży – Barcice 1993. Fot. Własność MOO PCK.

 

XIX Rajd Czerwonej Róży – Błonie – Bielsko Biała 1995. Fot. Własność MOO PCK.

 

Regulamin Rajdu HDK Czerwona Róża Węgierska Górka 1986 r.

 

RAJDY  „CZERWONEJ RÓŻY” na przestrzeni lat

 

Nawa imprezy       miejscowość  rok Ilość  uczestników    Organizator  I  współorganizator
  1   ZLOT   TENCZYNEK 1977     129   KLUB    HDK  –  HTS
  2  ZLOT   KOSZKIEW 1978     140   KLUB   HDK  –  HTS
  3 ZLOT   DOBCZYCE 1979     115   KLUB    HDK  –  HTS
  4  ZLOT LANCKORONA 1980     123   KLUB    HDK    –  HTS
  5  ZLOT KARNIOWICE 1981     142   KLUB    HDK  –  HTS
  6  ZLOT GRUSZKÓW 1982     134    KLUB   HDK  –  HTS
   7 ZLOT RUDNA  1983     148     KLUB  HDK  –  HTS
VIII  RAJD  HDK MSZANA  DOLNA 1984     198     KLUB  HDK  –  HTS
IX  RAJD  HDK  RYTRO 1985     201     KLUB  HDK  –  HTS
X  RAJD  OGÓLNOPOLSKI WĘGIERSKA  GÓRKA 1986     223 BIELSKO – BIAŁA RADA  HDK
XI  RAJD  OGÓLNOPOL.SKI MIĘDZYBRODZIE 1987     248 KRAKOWSKA  RADA HDK
XII  RAJD  OGÓLNOPOLSKI POTOK  ZŁOTY 1988     303 CZĘSTOCHOWSKA RADA HDK
XIII  RAJD  OGÓLNOPOLSKI MYŚLEC 1989     324 KRAKOWSKA  RADA  HDK
XIV  RAJD  OGÓLNOPOLSKI USTRZYKI  DOLNE 1990     314 KRAKOWSKA  RADA  HDK
XV  RAJD  OGÓLNOPOLSKI SULISTROWICE 1991    347 WROCŁAWSA  RADA  HDK
XVI  RAJD  OGÓLNOPOLSKI REBIZANTY 1992    327 KRAKOWSKA  RADA HDK
XVII  RAJD  OGÓLNOPOLSKI BARCICE 1993    398 KRAKOWSKA  RADA  HDK
XVIII  RAJD  OGÓLNOPOLSKI MIĘDZYGÓRZE 1994    402 WROCŁAWSKA  RADA  HDK
XIX  RAJD  OGÓLNOPOLSKI BŁONIE/BIELSKO BIAŁA 1995    411 BIELSKO – BIAŁA  RADA  HDK
XX  RAJD  OGÓLNOPOLS KI MYŚLENICE 1996    421 KRAKOWSKA   RADA  HDK
XXI  RAJD  OGÓLNOPLSKI PORAJ 1997    399 CZESTOCHOWA   RADA  HDK
XXII  RAJD  OGÓLNOPOLSKI BOROWICE 1998    414 WROCŁAWSKA  RADA  HDK
XXIII  RAJD  OGÓLNOPOLSKI ZAWOJA 1999    548 KRAKOWSKA  RADA  HDK
XXIV  RAJD  OGÓLNOPOLSKI SŁAWA 2000    512 ZIELONA  GORA  RADA  HDK
XXV  RAJD  OGÓLNOPOLSKI PRZESIEKA 2001    509 KRAKOWSKA  RADA  HDK
XXVI  RAJD  OGÓLNOPOLSKI KRZYNIA k. Słupska 2002    278 KRAKOWSKA  RADA  HDK
XXVII  RAJD  OGÓLNOPOSKI KROŚCIENKO 2003    298 KRAKOWSKA  RADA  HDK
XXVIII  RAJD  OGÓLNOPOSKI TYLICZ 2004 324 KRAKOWSKA RADA HDK
XXIX  RAJD  OGÓLNOPOSKI WETLINA 2005 380 KRAKOWSKA RADA HDK
XXX  RAJD  OGÓLNOPOSKI ISTEBNA 2006 290 HUTNICZY KLUB HDK
XXXI  RAJD  OGÓLNOPOSKI KREMPNA 2007 214 HUTNICZY KLUB HDK
XXXII  RAJD  OGÓLNOPOSKI RYCERKA DOLNA 2008 210 HUTNICZY KLUB HDK
XXXIII RAJD  OGÓLNOPOSKI MUSZYNA/SZCZAWNIK 2009 196 HUTNICZY KLUB HDK
XXXIV RAJD  OGÓLNOPOSKI ZAWOJA 2010 150 HUTNICZY KLUB HDK
XXXV RAJD  OGÓLNOPOSKI ŚWIĘTA KATARZYNA 2011 130 HUTNICZY KLUB HDK
XXXVI RAJD  OGÓLNOPOSKI ŚWIESZYNO 2012 130 KLUB HDK MIASTKO
XXXVII RAJD  OGÓLNOPOSKI STARE DRAWSKO 2013 100 KLUB HDK POŁCZYN ZDRÓJ
XXXVIII RAJD  OGÓLNOPOSKI MIELNO-UNIEŚCIE 2014 230 KLUB HDK przy MZK KOSZALIN
XXXIX RAJD  OGÓLNOPOSKI ŁĘŻYCE k. Dusznik Zdrój 2015 210 Dolnośląski Oddział Okręgowy Polskiego Czerwonego Krzyża oraz Okręgowa Rada HDK PCK
XL RAJD  OGÓLNOPOSKI MIKOSZEWO 2016 295 POMORSKI ODDZIAŁ OKRĘGOWY PCK
XLI RAJD  OGÓLNOPOSKI NOWA RUDA 2017 258 Dolnośląski Oddział Okręgowy Polskiego Czerwonego Krzyża z siedzibą we Wrocławiu oraz Klub Honorowych Krwiodawców PCK przy MPK we Wrocławiu.
XLII RAJD  OGÓLNOPOSKI SULEJÓW 2018 114 Rejonowy Klub Honorowych Dawców Krwi PCK im. Bohdana Serednickiego w Pabianicach.

 

XX Rajd Czerwonej Róży – Myślenice 1996. Fot. Własność MOO PCK.

 

XXIII Rajd Czerwonej Róży – Zawoja 1999. Fot. Własność MOO PCK.

 

17. Czy wiesz, że na przestrzeni lat zmieniały się zasady ustawowego finansowania działalności Polskiego Czerwonego Krzyża, zmieniała się także rola i pozycja naszej organizacji w państwie?

 

Opłaty od sprzedaży biletów wstępu.

W okresie międzywojennym Polski Czerwony Krzyż miał uprzywilejowaną pozycję w państwie, korzystał z uregulowań ustawy przyznającej mu datki od sprzedaży biletów wstępu na różnego rodzaju widowiska, występy, koncerty, spektakle, zawody itp. Na podstawie ustawy z dnia 28 stycznia 1932 roku o opłatach od publicznych zabaw i widowisk na rzecz Polskiego Czerwonego Krzyża, podpisanej przez Prezydenta Ignacego Mościckiego, wydane zostało Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych szczegółowo opisujące zasady wnoszenia opłat na rzecz PCK. Ustanowiona została opłata od każdego sprzedanego biletu na spektakl teatralny, kinowy, baletowy, kabaretowy, koncert, wystawę, przedstawienie cyrkowe, zabawę taneczną, bal, zabawę ludową, zawody sportowe i inne tzw. widowiska. Organizatorzy tych przedsięwzięć zobowiązani byli pobierać dodatkowe opłaty, które potem wpłacali do kasy gminnej. Gminy przekazywały te wpływy na konto Polskiego Czerwonego Krzyża 2 razy w miesiącu. Tym sposobem nasza organizacja miała zagwarantowane stałe środki finansowe na prowadzenie działalności statutowej.

 

Nawiązki sądowe.

W okresie po II wojnie światowej, jednym ze źródeł finansowania działalności organizacji społecznych, w tym także Polskiego Czerwonego Krzyża, stały się nawiązki sądowe i świadczenia pieniężne orzekane przez sądy w postępowaniu karnym wobec sprawców przestępstw. Nawiązka polegała i polega nadal, na obowiązku zapłacenia określonej kwoty pieniężnej na rzecz pokrzywdzonego lub inny wskazany cel społeczny.

 

Możliwość korzystania przez PCK ze środków nawiązek sądowych stworzył drugi z kolei polski Kodeks karny z 1969 r. Kodeks ten przewidywał obligatoryjną opłatę w razie skazania za przestępstwo o charakterze chuligańskim (art. 59 § 3) w kwocie 5000-50 000 zł na rzecz  Polskiego Czerwonego Krzyża  lub pokrzywdzonego albo inny cel społeczny. Nawiązkę fakultatywną przewidziano także za zniesławienie i oszczerstwo (art. 178 § 3), która również mogła być zasądzona na rzecz Polskiego Czerwonego Krzyża, pokrzywdzonego albo inny cel społeczny.

 

Nowelizacja kodeksu z 1985 r. rozszerzyła krąg sytuacji, w których obligatoryjnie należało orzec nawiązkę w wysokości od 5000-50 000 zł na cel społeczny związany z ochroną zdrowia. Do sytuacji tych zaliczono skazanie za umyślne przestępstwo przeciwko życiu i zdrowiu; albo za inne umyślne przestępstwo, którego skutkiem była śmierć; uszkodzenie ciała lub rozstrój zdrowia pokrzywdzonego. Skazany winien był wnieść opłaty na rzecz  Polskiego Czerwonego Krzyża, pokrzywdzonego lub inny cel społeczny. Żadna z nawiązek znanych temu kodeksowi nie wymagała wniosku pokrzywdzonego i orzekana była z urzędu, ale też w żadnym wypadku nie była egzekwowana z urzędu i nie podlegała zamianie na zastępczą karę. W razie jej orzeczenia sąd bez pobierania opłat przesyłał tytuł wykonawczy uprawnionemu podmiotowi, na rzecz którego nawiązka została orzeczona. Pod rządami tego kodeksu to właśnie PCK był głównym beneficjentem środków z nawiązek sądowych, a wpływy z tego tytułu stanowiły znaczące kwoty w budżecie organizacji.

 

Nowy Kodeks karny z 6 czerwca 1997, wprowadził pewne ograniczenia i osłabił pozycję PCK. Zgodnie z art. 47 §1–3 k.k. nawiązki mogły być orzekane od sprawców przestępstw na cele społeczne związane z ochroną zdrowia, ochroną środowiska oraz pomocy osobom poszkodowanym w wypadkach komunikacyjnych. Nawiązki mogły być przyznane instytucji, stowarzyszeniu, fundacji lub organizacji społecznej o zasięgu krajowym, wpisanej do specjalnego wykazu prowadzonego przez Ministra Sprawiedliwości. Zarówno pieniądze z nawiązek jak i ze świadczeń pieniężnych przydzielał więc sąd, wybierając podmiot, który ma je otrzymać z listy uprawnionych do tego „instytucji, organizacji społecznych, fundacji i stowarzyszeń” prowadzonej przez Ministerstwo Sprawiedliwości . W wykazie uprzywilejowanych organizacji widniał co prawda Polski Czerwony Krzyż, ale jako jeden z prawie 900 uprawnionych podmiotów.

W 2012 r. utworzony został istniejący do dziś Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Jest to fundusz celowy, którego dysponentem jest minister sprawiedliwości. Jednym ze źródeł zasilających fundusz są nawiązki i świadczenia pieniężne zasądzane przez sądy od sprawców przestępstw. Środki te są rozdzielane w trybie konkursowym pomiędzy organizacje pozarządowe na pomoc osobom pokrzywdzonym oraz opuszczającym zakłady karne. Polski Czerwony Krzyż może, na równi z innymi organizacjami pozarządowymi prowadzącymi działalność na rzecz wyżej wymienionych osób, ubiegać się o przyznanie tych środków.

 

W Kodeksie karnym pozostały jednak pewne, co prawda mocno ograniczone, zapisy dot. naszej organizacji. Polskiemu Czerwonemu Krzyżowi pozostawiono 2 rodzaje nawiązek, choć nie na wyłączność:

 

• W razie skazania za znieważenie innej osoby za pomocą środków masowego komunikowania, sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego (art. 216 kk).
• W razie skazania za pomówienie, sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego (art. 212 kk).

1%

Wraz z ograniczaniem środków z nawiązek uruchomiono w Polsce, sprawdzony w innych krajach w Europie mechanizm finansowy tzw. 1% .
W 2003 roku, wraz z uchwaleniem ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie, dla Polskiego Czerwonego Krzyża i innych organizacji pozarządowych pojawiła się ustawowa możliwość ubiegania się o środki publiczne, pochodzące z odpisu 1% podatku dochodowego od osób fizycznych. Organizacje pozarządowe, po spełnieniu warunków określonych w ustawie, mogły uzyskać status organizacji pożytku publicznego, uprawniający do pozyskiwania tych środków. Status OPP Polski Czerwony Krzyż uzyskał w roku 2005 i od tej pory korzysta z uprawnień dot. 1%.

Uprzywilejowana pozycja naszej organizacji, ustawowe uprawnienia w pozyskiwaniu środków na działalność statutową w zasadzie skończyły się wraz z II Rzeczpospolitą. W okresie powojennym możliwości finansowe i rola organizacja stopniowo malała. PCK przestał być jedyną organizacją uprawnioną do korzystania z nawiązek sądowych, a konkurencja wewnątrz sektora pozarządowego rosła wraz z powstawaniem nowych organizacji. W 2011 roku, przed zasadniczą reformą gospodarowania środkami z nawiązek sądowych, w rejestrze podmiotów uprawnionych prowadzonym przez Ministra Sprawiedliwości, oprócz Polskiego Czerwonego Krzyża znajdowało się około 900 organizacji pozarządowych, które w sumie otrzymywały około 30 mln zł z zasądzanych  nawiązek. Dziś w rejestrze organizacji pożytku publicznego uprawnionych do pozyskiwania 1% podatku widnieje ponad 8 200 organizacji OPP, które co roku otrzymują co prawda w sumie ponad 660 mln zł, niemniej jednak udział PCK w tej globalnej kwocie jest niewielki. W ciągu 100 letniej historii naszej organizacji zmieniały się uregulowania ustawowe, źródła i sposoby finansowania działalności, zmieniała się także rola i ranga Polskiego Czerwonego Krzyża.

Zdjęcia: ustawa z 1932 roku o opłatach od publicznych zabaw i widowisk na rzecz Polskiego Czerwonego Krzyża oraz Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych oraz plakat promujący 1% Małopolskiego Oddziału Okręgowego PCK.

18. Czy wiesz, że pracownicy Polskiego Czerwonego Krzyża dokonywali ekshumacji oficerów polskich zamordowanych w Lesie Katyńskim, będąc jednocześnie odpowiedzialnym za stworzenie oficjalnych List Katyńskich?

Błogosławieni, którzy w Panu umierają – odpoczęli od prac swoich, a uczynki ich za nimi idą.

(Ap. 14,13)

 

Po wkroczeniu Armii Czerwonej na teren Polski, do sowieckiej niewoli dostały się tysiące polskich wojskowych i przedstawicieli inteligencji. NKWD umieściła ich w specjalnych obozach, uprzednio organizując selekcję na oficerów oraz podoficerów i szeregowych. Ci drudzy zostali przekazani nazistom i wysłani do Niemiec do przymusowych robót. Oficerowie trafili do obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie.

 

Decyzję o eksterminacji polskich jeńców przetrzymywanych w obozach oraz więzieniach NKWD podjęto na najwyższych stopniach władzy sowieckiej. O wydanie zgody zabiegał przede wszystkim Ławrientij Beria, komisarz spraw wewnętrznych ZSRR, a pod wnioskiem podpisał się sam Józef Stalin. Jeńcy wywożeni byli partiami na miejsca egzekucji: z Kozielska do Lasu Katyńskiego, ze Starobielska do więzienia NKWD w Charkowie, z Ostaszkowa do więzienia NKWD w Kalininie. Ofiarą zbrodni katyńskiej padło 21 587 obywateli polskich – jeńców: 4421 z Kozielska, 3820 ze Starobielska oraz 6311 z Ostaszkowa, a także 7305 więźniów, trzymanych w więzieniach zachodnich obwodów sowieckiej Ukrainy i Białorusi.

 

Las Katyński 16 kwietnia 1943 r. Nad masowymi mogiłami. Pierwszy z lewej Kazimierz Skarżyński, obok dr Schebesta

 

„Jak grom z jasnego nieba spadła na nas wieść o zbrodniach dokonanych w Katyniu […]

tysiące rodzin pogrążyło się  w żałobie i bezdennej rozpaczy” – napisała Maria Tarnowska.

 

W tej trudnej sytuacji Polskie Państwo Podziemne poleciło przyjąć niemieckie zaproszenie dla Polskiego Czerwonego Krzyża do udziału w ekshumacjach oraz identyfikacjach zwłok, jednak pod warunkiem, że będzie się to odbywać w warunkach zapewniających możliwość obiektywnego sądu. Zadaniem PCK miało być ustalenie stanu faktycznego, bez pójścia na rękę niemieckiej propagandzie. Niemcy w tym czasie podjęli ostatecznie decyzję o przekazaniu ekshumacji w Lesie Katyńskim – Polskiemu Czerwonemu Krzyżowi. Obawiając się jego odmowy, zastosowali – jak w wielu innych wypadkach – podstęp. 14 kwietnia rano w biurze ZG PCK zjawił się osobiście dr Grundmann i przekazał prezesowi Lachertowi ustne polecenie wyjazdu do Smoleńska 5 osobowej delegacji PCK, informując jednocześnie, że tymże samolotem wylatują z Krakowa pełnomocnik ZG PCK na Okręg Krakowski Stanisław Plappert oraz jego zastępca dr Adam Schebesta, a także delegowani przez ks. kardynała Adama Sapiehę przedstawiciele duchowieństwa. W razie odmowy grożono represjami.  „Prezydium Zarządu Głównego postanowiło wysłać do Smoleńska pięć osób w Warszawy, a mianowicie Komisję Techniczną w składzie czterech osób, która w razie potrzeby pozostanie na miejscu, oraz Sekretarza – członka Zarządu Głównego, pana Skarżyńskiego (…)”.

 

W instrukcji udzielonej członkom Komisji PCK, Prezydium Zarządu Głównego kategorycznie podkreśliło, że w imieniu PCK może występować jedynie Kazimierz Skarżyński. W ciągu krótkiego  czasu musiano wybrać „szkielet” Komisji Technicznej – w przypadku możliwych prac w Katyniu – ekipa ta miała zostać wzmocniona. Dyrektor Gorczycki wyznaczył do niej urzędników PCK z biur Zarządu Głównego i Okręgu Warszawskiego: rtm. Ludwika Rojkiewicza – jako kierownika, ponadto Jerzego Wodzinowskiego i Stefana Kołodziejskiego, lekarza dr. Hieronima Bartoszewskiego (zastępcę szefa sanitarnego na Okręg Warszawski PCK) oraz szofera Adama Godzika – pracownika fizycznego. Wszyscy oni jak napisał Kazimierz Skarżyński: „zgodzili się ofiarnie na natychmiastowy wyjazd do Katynia”. Członkowie Komisji Technicznej otrzymali adresowane imiennie pisma o następującej treści: „Zarząd Główny Polskiego Czerwonego Krzyża deleguje pana na podstawie poniżej przytoczonej uchwały do Smoleńska, w charakterze członka Komisji Technicznej (…)”.  W grupie krakowskiej – prócz Plapperta i Schebesty znajdowali się: ks. Stanisław Jasiński oraz dr med. Tadeusz Susz – Pragłowski – kryminolog, starszy asystent w Państwowym Zakładzie Medycyny Sadowej i Kryminalistyki w Krakowie. „Już przy odlocie – napisał Kazimierz Skarżyński – oraz w ciągu całego pobytu byliśmy formalnie otoczeni aparatami fotograficznymi i filmowymi, stanowiącymi istną plagę, z której zasięgu dosłownie nie można było wyjść”. Wydał on specjalne polecenie członkom PCK aby trzymali się razem, unikali tworzenia wspólnych grup z Niemcami, szczególnie przy fotografowaniu, nie siadali razem z nimi przy stole i nie wdawali się  w żadne niepotrzebne rozmowy. Miało to na celu uniknięcie pozorów współdziałania PCK z Niemcami. W Smoleńsku zakwaterowano ich w hotelu wojskowym.

 

Las Katyński 16 kwietnia 1943 r. Przy gablotach z dokumentami i przedmiotami wydobytymi z dołów śmierci. W drzwiach (tyłem) Kazimierz Skarżyński

16 kwietnia 1943 roku o świcie ks. kan. Jasiński odprawił w kaplicy szpitalika wojskowego w Smoleńsku mszę św. W intencji zamordowanych w Katyniu polskich oficerów. Następnie, po dwóch dniach zwłoki, grupę PCK zawieziono do Lasu Katyńskiego.  Jak się później przypadkiem dowiedzieli, opóźnienie to miało na celu wydobycie z masowych grobów – dla mocniejszego efektu – większej liczby zwłok. Dr Schebesta odniósł wrażenie wręcz teatralnego przygotowania na przyjazd Polaków terenu zbiorowych grobów. „Dookoła ustawiono wieżyczki dla kinooperatorów, maszty w flagami Czerwonego Krzyża, rozwieszono mikrofony, założono kable. „Stanęliśmy – napisał Skarzyński – jak skamieniali. Na trawie i mchu leżało wokół nas około 400 wykopanych już zwłok, a poza wielkim grobem widzieliśmy zarysy następnych. Jak  we śnie posuwałem się naprzód. Przeszło kilka minut, zanim ochłonąłem i przypomniałem sobie, że stoją przede mną konkretne zadania. Wątpliwości nie podlegało, że mamy do czynienia z egzekucją masową, wykonaną wprawną katowską ręką. […] Mundury polskie, odznaki, dekoracje, znaczki pułkowe, płaszcze, spodnie i buty były dobrze zachowane, pomimo kontaktu z ziemią i rozkładem. W głębi wykopanych głębokich jam znajdowały się dalsze warstwy trupów i sterczały z mocno zbitej ziemi czerepy, nogi, ręce lub plecy […]”.

 

 „Ojciec Jasiński, potwornie blady i bliski zemdlenia, wdział liturgiczne szaty i odmawiając modły za zmarłych, pokropił groby wodą święconą i posypał je przywiezioną z Polski ziemią. Uklękliśmy i zmawialiśmy wraz z nim modlitwy, podczas gdy Niemcy i grupa Rosjan patrzyła na nas w milczeniu. Zaraz po spełnieniu swego obowiązku ksiądz wstał, ale natychmiast upadł zemdlony” – pisał dalej Skarżyński. Nikt kto oglądał Las Katyński wiosną 1943 roku nie uwolnił się od tego widoku do końca życia. Córka Kazimierza Skarżyńskiego wspominała, jak – już w Kanadzie – ojciec mówił kiedyś o Katyniu przy kolacji i był tak przejęty, że zaczął się dusić i ze ściśniętego gardła nie mógł wydobyć głosu. Z Lasu Katyńskiego Polaków zawieziono do odległego o kilka kilometrów biura GFP, gdzie odbywały się oględziny dokumentów znalezionych przy zwłokach i gdzie urządzono niewielką ekspozycję. W Katyniu na razie miało pozostać trzech członków Komisji Technicznej  (Rojkiewicz, Wodzinowski, Kołodziejski). Pozostała delegacja PCK wróciła do Warszawy i Krakowa. 17 kwietnia 1943 r. Skarżyński złożył Prezydium ZG PCK sprawozdanie, po czym oświadczono, że władzom niemieckim w GG, że PCK jest gotów przystąpić do pracy w Katyniu i oczekuje na ich pisemne upoważnienie. Warto podkreślić, że stronie niemieckiej chodziło jedynie propagandę, PCK zaś o profesjonalne ekshumacje i jak najszybsze złożenie ciał ofiar w grobach. Jednym z przykładów nacisków Niemiec było wydanie broszury na temat zbrodni katyńskiej, której projekt wręczono prezesowi Lachertowi z żądaniem napisania do niej wstępu. Miała się ona ukazać w dużym nakładzie, rozpowszechniana być przez placówki PCK, a wpływy z jej sprzedaży miały zasilić konto PCK. Mimo bardzo trudnej sytuacji finansowej ZG znów oparł się tej propozycji, stanowczo sprzeciwiając się wydrukowaniu na okładce informacji o jakimkolwiek związku PCK z tym wydawnictwem.

 

Las Katyński, 16 kwietnia 1943 r. Członkowie PCK nad jednym z masowych grobów. W środku (w jasnym garniturze i kapeluszu) Kazimierz Skarżyński, obok por. Slowenczik

Ekshumację rozpoczął 29 marca 1943 r. prof. Buhtz ze swoim zespołem w składzie: 3 lekarzy sądowych, 2 chemików sądowych, 3 preparatorów i asystentów sekcyjnych, 2 fotolaborantów. Trzyosobowa póki co Komisja Techniczna PCK przystąpiła do pracy 17 kwietnia 1943 r. Do tej pory (przez trzy tygodnie) Niemcy wydobyli z dołów śmierci i wpisali na listy ekshumacyjne około 300 zwłok – leżały one niepogrzebane. Przy wyborze dalszych członków Komisji Technicznej musiano brać pod uwagę m.in. wymóg fizycznej wytrzymałości w warunkach stałego przebywania w skażonym powietrzu, w bezpośredniej bliskości masy rozkładających się zwłok. 19 kwietnia 1943 roku do Katynia przybyli: Hugon Kassur oraz Gracjan Jaworowski i Adam Godzik – pracownicy Zarządu Głównego i Okręgu Warszawskiego PCK. 28 kwietnia na miejsce dojechała ostatnia grupka Polaków: Stefan Cupryjak i Jan Mikołajczyk – urzędnicy ZG PCK oraz z Krakowa: dr Marian Wodziński st. Asystent z Państwowym Instytucie Medycyny Sądowej i Kryminalistyki oraz jego trzej pomocnicy sekcyjni: Władysław Buczak, Franciszek Król i Ferdynand Płonka. Od wyjazdu Kassura do końca ekshumacji pracowano w składzie 9-osobowym.

 

Należy zwrócić uwagę na bardzo skromne wyposażenie Komisji, którego nie udało się uzupełnić przesyłką z kraju. Szczególnie dotkliwie odczuwano brak gumowych rękawic (zabrano ich tylko 13 par) oraz gumowych butów (dysponowano tylko jedną parą). Polacy do 20 maja zakwaterowani byli w oddzielnym baraku we wsi Katyń, następnie zaś w lokalu szkoły wiejskiej przy stacji Katyń. Na wyniki ekshumacji z napięciem oczekiwali Polacy, zwłaszcza rodziny ofiar. Najpełniejszy i obejmujący całość sprawy raport opisywanych prac Komisji Technicznej w Lesie Katyńskim, zawarty został w opracowanym przez Kazimierza Skarżyńskiego w czerwcu 1943 roku – niemal bezpośrednio po zakończeniu ekshumacji. Było to: Sprawozdanie poufne o całokształcie udziału Polskiego Czerwonego Krzyża w pracach ekshumacyjnych w Katyniu pod Smoleńskiem, za okres kwiecień – czerwiec 1943 r. złożonym na polecenie Zarządu Głównego przez Sekretarza Generalnego Polskiego Czerwonego Krzyża – liczące 60 stron. Zakres prac prowadzonych przez Komisję Techniczną PCK obejmował: wydobywanie zwłok z pierwotnych mogił, obszukiwanie zwłok i oznaczanie ich kolejnymi numerami, oględziny zwłok i ustalenie przyczyn śmierci, grzebanie zwłok w nowych bratnich mogiłach, identyfikację zwłok na podstawie znalezionych dokumentów i przedmiotów.

 

Wiosną 1943 r. w Lesie Katyńskim ekshumowano ogółem zwłoki 4243 polskich oficerów. Warto podkreślić, że wszystkie czynności KT odbywały się pod nieustanną kontrolą funkcjonariuszy GFP. Praca 9 – osobowej grupki Polaków wykonywana przez wiele godzin dziennie (na ogół 10 godzin z 1,5 godzinną przerwą na obiad) w strasznym odorze bijącym z otwartych grobów i niepogrzebanych zwłok. Do 7 czerwca trwały prace wykończeniowe na tzw. cmentarzu PCK, składającym się z 6 uformowanych płasko bratnich mogił, w których złożono 4241 polskich oficerów, dbaj generałowie zostali pochowani w oddzielnych grobach. Na każdej mogile ustawiony został 2,5 metrowy drewniany krzyż; na najwyższym zawieszono, wykonany przez Polaków z blachy i drutu wieniec, z cierniową koroną z drutu kolczastego w środku i przybitym do krzyża orzełkiem, zdjętym z oficerskiej czapki. Po zakończeniu ekshumacji sprawa katyńska w ZG PCK skoncentrowała się na przebadaniu dokumentacji znalezionej przy zwłokach, opracowaniu w miarę możliwości pełnej listy ekshumowanych oraz wydaniu rodzinom ofiar świadectw zgonu.

 

Las Katyński, 16 kwietnia 1943 r. ks. kan. Jasiński odprawia modły nad masowymi mogiłami. Pierwszy z prawek Kazimierz Skarżyński

Nadsyłane z Katynia do ZG PCK listy ekshumowanych były przede wszystkim natychmiast wiernie odpisywane w Biurze Informacyjnym, przy czym każda strona odpisu zaopatrywana była w parafę osoby sprawdzającej jego wierność z oryginałem oraz pieczątkę Biura Informacyjnego PCK. Sporna kwestia pomiędzy Zarządem Głównym PCK a Niemcami dotyczyła tzw. spuścizny katyńskiej, tj. dokumentów i przedmiotów znalezionych przy zamordowanych. Władze GG zadecydowały o ich przekazaniu do dalszych badań w Państwowym Instytucie Medycyny Sądowej i Kryminalistyki, kierowanym przez Niemca dr. Wernera Becka. Pierwsza skrzynia z depozytami katyńskimi przywieziona została do kraju 12 maja 1943 roku – zawierała 376 kopert, trafiając do Oddziału Chemicznego Instytutu w Krakowie. Na jego czele stał dr chemii Jan Zygmunt Robel, a obsadzony był przez samych Polaków. Jak napisał Skarżyński, depozyty te: „Dla narodu polskiego przedstawiały bezcenny skarb, tak uczuciowo, jak i historycznie”. Całość materiałów z Katynia dostarczona została do Oddziału Chemicznego 28 czerwca 1943 r. poprzez Główny Wydział Propagandy rządu GG. Było to 9 dużych, drewnianych skrzyń oraz jedna mała, mieszcząca dokumentację przeznaczoną przez Niemców na planowaną ruchomą wystawę katyńską. Prace zespołu dr. Robla nad dokumentacją katyńską prowadzone były w ścisłym i stałym kontakcie z ZG PCK w Warszawie oraz kierownictwem krakowskiego Okręgu PCK.

 

Ratowanie dokumentacji katyńskiej

Polacy obawiali się, że Niemcy wywiozą skrzynie na zachód, dlatego też PCK wraz z AK prowadzili intensywne działania w celu przejęcia dokumentacji katyńskiej. Z ramienia PCK zaangażowany był w tę sprawę przede wszystkim dr Schebesta. Przygotowane zostały obite wewnątrz cynkową blachą skrzynie, do których miały być przełożone koperty katyńskie, po ich zalutowaniu planowano zatopić je w upatrzonym stawie. Schebeście udało się przy pomocy dr. Robla wnieść skrzynie do Instytutu Medycyny Sądowej, jednak w tym czasie Niemcy rozkazali natychmiast przenieść materiały z siedziby Oddziału Chemicznego do budynku Instytutu przy Grzegórzeckiej 16. We wszystkich powojennych relacjach i zeznaniach na ten temat mówi się o „niedyskrecji” jednego z pracowników  fizycznych Instytutu, przez którą Niemcy dowiedzieli się o planach przejęcia dokumentacji. 4 sierpnia 1944 roku skrzynie z depozytami katyńskimi zostały przez dr. Becka wywiezione do Zakładu Medycyny Sadowej Uniwersytetu we Wrocławiu, a jakiś czas przed otoczeniem miasta przez Armię Czerwoną, w początkach lutego 1945 r. przetransportowane do Radebeul koło Drezna i złożone w magazynie kolejowym. Przed wejściem wojsk sowieckich pracownik kolejowy – według wydanego na taką okoliczność rozkazu Becka – skrzynie spalił. Czy tak się rzeczywiście stało – tego nie wiemy.

 

Las Katyński, 16 kwietnia 1943 r. Nad zwłokami polskich oficerów. Pierwszy z lewej Kazimierz Skarżyński, pochylony dr Schebesta

2 sierpnia 1944 roku archiwum ZG PCK spłonęło wraz z całym gmachem, podpalonym celowo przez Niemców. Według Kazimierza Skarżyńskiego, spaliło się wówczas także tajne archiwum PCK z materiałami dot. Katynia. Jednakże w 1989 roku na strychu budynku Zarządu Wojewódzkiego PCK w Lublinie znaleziono ukryte odpisy list ekshumacyjnych przysłanych w okresie maj-lipiec 1943 r. z ZG PCK. Były to – do 2011 roku jedyne znane polskie listy z ekshumacji w Katyniu. Jednakże ks. prałat Stefan Wysocki w 2011 roku przekazał do Archiwum Akt Nowych dokumenty katyńskie otrzymane w 1977 r. od byłej kierowniczki Wydziału I Biura Informacyjnego PCK Jadwigi Majchrzyckiej, która przechowywała je w skrytce swojego mieszkania. Tajemnicą jest skąd i w jaki sposób dokumenty te otrzymała. Wiadome jest, że była ona żołnierze, AK, uczestniczyła w powstaniu warszawskim – po jego upadku znalazła się w Krakowie pełniąc funkcję kierowniczki filii Biura Informacyjnego PCK, wracając do Warszawy i tamtejszego archiwum  w marcu 1945 roku. Bez względu na to w jaki sposób przejęła część dokumentacji katyńskiej, należy podkreślić, że  wykazała się niezwykłą odwagą, wręcz bohaterstwem przechowując przez 30 lat materiały, troszcząc się o ich ratowanie nawet na łożu śmierci.

 

Skrzynie katyńskie

Temat skrzyń katyńskich zawierających rozmaite pamiątki po zamordowanych oficerach jest powtarzany od wielu lat. Warto zwrócić uwagę na wspomnienia rodziny Kazimierza Skarżyńskiego, która twierdziła, że jedna ze skrzyń została zabezpieczona w metalowym pudle i schowana w jeziorze.

Po wielu latach o temacie skrzyni katyńskiej w Krakowie wspominał działacz opozycyjny w PRL-u i profesor AGH Jan Sentek. Jego relację w 1991 roku nagrał Adam Macedoński, twórca Instytutu Katyńskiego. Profesor opisywał nieznaną przez lata akcję zorganizowaną przez żołnierzy AK, których celem było zdobycie rzeczy z Katynia przywiezionych przez hitlerowców. W ich ukryciu mieli uczestniczyć pracownicy krakowskiego oddziału Polskiego Czerwonego Krzyża.

 

W związku z relacją profesora Jana Sentka, Instytut Pamięci Narodowej zdecydował się wszcząć śledztwo poszukiwawcze. Na ich zlecenie, naukowcy z Akademii Górniczo-Hutniczej przebadali częściowo georadarem podwórko kamienicy Małopolskiego Oddziału Okręgowego Polskiego Czerwonego Krzyża, jednak w pierwszym etapie badanie nie przyniosło pozytywnych rezultatów.

Jednakże, aby uznać badania za prawidłowe i kompletne, należy przeprowadzić je wykorzystując sprzęt o głębszym zasięgu. W toku zbierania różnego rodzaju wiadomości, Małopolski Oddział Okręgowy Polskiego Czerwonego Krzyża uzyskał informację, iż w latach osiemdziesiątych, bądź dziewięćdziesiątych, nawieziono dodatkowo od 1,5 do 2 m ziemi oraz gruzu na podwórzu, co dodatkowo utrudnia przeprowadzenie badań. Problematyczna jest również obecność skalniaka znajdującego się na tym terenie oraz zasypana studnia. Ponadto, duże pomieszczenie służące obecnie ratownikom MOO PCK jako skład sprzętu, dawniej było drewnianą szopą. Ze względu na ogromną ilość rzeczy, obszar ten został zbadany jedynie w dwóch miejscach, zaś metalowe pomieszczenie usytuowane w rogu ogrodu nie zostało sprawdzone w żaden sposób ze względu na zbyt duże zakłócenia związane z materiałem z jakiego jest stworzone.

 

MOO PCK aktualnie przygotowuje się do przeprowadzenia dalszych poszukiwań zarówno na terenie ogrodu, jak i we wszystkich piwnicach znajdujących się na terenie budynku, wyrażając zgodę na przeprowadzenie na terenie krakowskiego oddziału kontynuacji badań geologicznych jak i archeologicznych, oraz zadeklarował wszelką pomoc w ich prowadzeniu, oddając do dyspozycji ogród wewnętrzny, podwórko, piwnice – zgadzając się na gotowość naruszenia ziemi i architektury ogrodu.

 

Las Katyński, cmentarz PCK, czerwiec 1943 r.

Wszystko, a nawet dużo więcej, niż można było w tych warunkach dla polskich oficerów i ich rodzin zrobić – zostało wykonane. Skarżyński stwierdził: „Jedno jest pewne: z instytucji, które nad sprawą pracowały, tylko PCK nie może być posądzony i stronniczość. […] Jedynie PCK wraz z ekipą kryminologów prof. Robla w Krakowie zbadali sprawę naprawdę wszechstronnie, sumienną, dwumiesięczną pracą ekshumacyjną na miejscu i przeszło rok trwającym naukowym badaniem dokumentów w Krakowie. Jedynie im przyświecała czysta myśl czerwonokrzyska ignorowania wrogów i służenia prawdzie”.

Warto podkreślić, że udział uczestników Komisji Technicznej PCK w ekshumacjach katyńskich odbił się na całym ich życiu. Przesłuchania, prześladowania, aresztowania i ucieczki z kraju to rzeczywistość jaka spotkała czerwonokrzyskich bohaterów.

 

Ponadto, w czerwcu 1991 r. podjęto decyzję o wyjeździe do Charkowa, Katynia i Miednoje polskich ekspertów, którzy wzięli udział w ekshumacjach oficerów. Były one prowadzone w latach 1991 oraz w 1994 i 1995. We wszystkich ponownie uczestniczyli przedstawiciele Polskiego Czerwonego Krzyża.

 

Tak, o tamtych wydarzeniach mówi jedna z uczestniczek ekshumacji, p. Elżbieta Rejf – kierownik Biura Informacji i Poszukiwań w ZG PCK: „Sprawa katyńska to bardzo bolesny rozdział w pracy Polskiego Czerwonego Krzyża. Po wojnie do Biura Informacji i Poszukiwań PCK zwracały się rodziny oficerów i żołnierzy WP wziętych do niewoli we wrześniu 1939 r. Niestety, pomimo podejmowanych starań nie udało nam się uzyskać potwierdzenia ich losów. Umożliwienie mi jako przedstawicielowi PCK wzięcia udziału w ekshumacji mającej charakter prokuratorsko-śledczy odebrałam jako ogromne wyróżnienie dla mnie i naszej instytucji. Było to po 48 latach od odnalezienia w lesie katyńskim zwłok zamordowanych polskich jeńców wojennych. Prace Biura rozpoczęły się w dn. 25.07.1991 r. w Charkowie, a po 2 tygodniach w Miednoje. Żadne słowa nie oddadzą tego, co ujrzeliśmy po odkryciu dołów śmierci. Przestrzelone czaszki i kości, a wśród nich, mundury, czapki ze schowanymi medalikami z dedykacją, miniatury odznak, fragmenty listów od najbliższych. Chociaż zdarzały się momenty załamania, trwały one krótko. Zależało nam bardzo na tym, aby w określonym terminie wydobyć jak najwięcej szczątków ludzkich i przedmiotów, które znaleziono przy zwłokach. Na te informacje czekały rodziny w Polsce. Moją pracę kontynuowałam podczas następnej ekshumacji w 1995 r. w Miednoje.”

 

Flaga PCK w lesie katyńskim.

 

18  kwietnia 2004 r. ROPWiM (Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa) umieściła na ścianie „Poległym na Wschodzie” kościoła pw. św. Karola Boromeusza w Warszawie tablicę upamiętniającą członków Komisji Technicznej PCK pracujących w 1943 r. w Katyniu oraz jej przewodniczącego Kazimierza Skarżyńskiego.

19. Czy wiesz, że gdyby granice Polski nie zostały zmienione po II wojnie światowej, to obchody 100-lecia Polskiego Czerwonego Krzyża świętowałyby z nami działające do dziś, ale w strukturach innych stowarzyszeń krajowych Oddziały Lwowski, Wołyński i Wileński (Lwów, Łuck i Wilno)?

Po powstaniu Polskiego Towarzystwa Czerwonego Krzyża utworzone zostały 4 duże Komitety Okręgowe: Małopolski, Wielkopolski, Południowo-Wschodni i Polesko-Miński z głównymi ośrodkami w Krakowie, Lwowie, Poznaniu, Warszawie. Utworzenie tych okręgów zapisane zostało w pierwszym Statucie PTCK z 1919 roku. Dzięki intensywnej pracy członków komitetów okręgowych z roku na rok powstawały nowe oddziały terenowe. I tak wkrótce powstał oddział w Łucku (Okręg Wołyński), a w 1925 roku w Wilnie (Okręg Wileński).  Jednostki te prowadziły aktywną działalność czerwonokrzyską: prowadziły sanatoria  (Lwów), ambulatoria ogólne i dentystyczne (Lwów, Łuck), gabinety naświetleń (Lwów). Organizowane były tygodnie PCK, działały drużyny ratownicze, rozwijano działalność kół młodzieżowych. Oddział we Lwowie prowadził regularnie leczenie tranowe dla dzieci oraz organizował ratownicze posterunki drogowe, które zajmowały się udzielaniem pierwszej pomocy poszkodowanym w wypadkach drogowych oraz szkoleniem drożników z zakresu pierwszej pomocy. Oddziały prowadziły świetlice dla dzieci i młodzieży, organizowały kwesty na rzecz najuboższych. Regularnie prowadzone były różnego rodzaju akcje sanitarno-społeczne, dla nas współczesnych często zaskakujące jak np. dezynfekcja aparatów telefonicznych. Celem akcji było utrzymanie aparatów telefonicznych „w stanie zabezpieczającym zdrowie publiczne”. Obywatele mogli zgłaszać aparaty publiczne i prywatne do dezynfekcji, którą przeprowadzali odpłatnie pracownicy lwowskiego oddziału PCK specjalnym środkiem dezynfekcyjnym. Pozyskane w ten sposób środki finansowe przeznaczane były na cele szkoleniowe ochotniczej służby zdrowia PCK i konserwację sprzętu sanitarnego.  Źródłem pozyskiwania środków na działalność była także sprzedaż apteczek. Największy popyt był na apteczki „turystyczno-wycieczkowe”, „walizkowe” i „szafkowo-ścienne”. Ważnym zadaniem oddziałów było tworzenie i szkolenie ochotniczej służby zdrowia, jako organu pomocniczego sanitarnej służby wojskowej na wypadek wojny. Oddziały w Lwowie, Wilnie i Łucku działały w strukturach PCK do II wojny światowej.

Koło Młodzieży z darami dla dzieci z sierocińca, Lwów 1938 r, foto MOO PCK, Źródło Sprawozdania z działalności Zarządu Oddziału Lwowskiego PCK za rok 1938.

Ćwiczenia praktyczne w terenie w czasie szkoleń ratowniczo-sanitarnych, Lwów 1938 r, foto MOO PCK, Źródło Sprawozdania z działalności Zarządu Oddziału Lwowskiego PCK za rok 1938.

Dekoracje bramy wjazdowej szpitala z okazji Tygodnia PCK, Lwów 1938 r, foto MOO PCK, Źródło : Sprawozdanie z działalności Zarządu Oddziału Lwowskiego PCK za rok 1938.

Koło Młodzieży PCK przy szkole żeńskiej im. Konarskiego we Lwowie, Lwów 1935 rok, foto MOO PCK, Źródło : Sprawozdanie z działalności Zarządu Oddziału Lwowskiego PCK za rok 1935.

Fotografia grupowa uczestników kursu z prezesem oddziału PCK na powiat łucki kapitan Tatarzyński. Łuck 1927-39, Źródło NAC Sygnatura: 1-C-862

Jubileuszowa Jednodniówka wydana przez Oddział PCK w Łucku, Źródło: POLONA – Polska Biblioteka Cyfrowa

Jubileuszowa Jednodniówka wydana przez Oddział PCK w Łucku, Źródło: POLONA – Polska Biblioteka Cyfrowa

20. Czy wiesz, że Wojciech Kossak, malarz batalista, ale także żołnierz armii austriackiej, poświęcił kilka swoich obrazów sanitariuszkom Czerwonego Krzyża?

Wojciech Kossak (1856-1942)  znany jest przede wszystkim jako twórca obrazów o charakterze historycznym i batalistycznym. Malował sceny wielkich bitew, konie, wielkie armie, ale także portrety i sceny rodzajowe. Wiele jego obrazów poświęcone zostało tematyce powstań oraz Wielkiej Wojny, w której brał również czynny udział jako żołnierz armii austriackiej. Na kilku jego obrazach znalazły się sceny związane z rannymi żołnierzami, którym pomocy udzielają sanitariuszki bądź siostry zakonne. Z punktu widzenia historii naszej organizacji ważne są dwa płótna przedstawiające sanitariuszki Czerwonego Krzyża.

Pierwszym dziełem  jest „Ranny żołnierz” datowany na 1915 rok. Obraz przedstawia sanitariuszkę Czerwonego Krzyża prowadzącą żołnierza z zabandażowanymi oczami. Na drugim planie malarz umieścił obraz zniszczeń wojennych, zrujnowane domostwo, z którego pozostał tylko komin oraz martwego konia. Wojciech Kossak uczestniczył w wojnie jako żołnierz, ale przyglądał się jej także jako malarz. Przerażała go jej pożoga, zniszczenia jakie niesie i okrucieństwo. W listach do żony pisał „Straszna, okropna wojna, widziałem dość, zupełnie dość. Potworna, ohydna rzecz”. (W. Kossak, Listy do żony i przyjaciół (1883-1942), Kraków, Wydawnictwo Literackie, 1985.)

Wojciech Kossak, Ranny żołnierz, 1915r

Drugim ważnym obrazem, który powstał zapewne pod wpływem własnych doświadczeń wojennych Kossaka jest płótno „Piekło Karpackie – Dolor et Caritas” datowane również na rok 1915.

Artysta przedstawił na nim sanitariuszkę Czerwonego Krzyża opatrującą ciężko rannego żołnierza. Na pionowej osi kompozycji wnętrze lazaretu przekształca się w malowane szybkimi pociągnięciami pędzla korony świerków, zza których otwiera się widok na otwartą przestrzeń. Pośród zasieków z drutu kolczastego, w zimowej scenerii rozgrywa się bitewna scena. Na zbroczonym krwią śniegu leżą ciała poległych, po których depczą żołnierze z bagnetami. To obraz piekła wojennego, od którego nie może uwolnić się ranny żołnierz. Kossak, jako żołnierz,  był uczestnikiem walk na Przełęczy Dukielskiej w zimie na przełomie roku 1914 i 1915 i zapewne to właśnie osobiste doświadczenia skłoniły go namalowania tego obrazu. Pogoda w owym okresie była bardzo zmienna, po gwałtownych mrozach następowały nagłe odwilże, podczas których drogi górskie zamieniały się w rwące potoki, aby późnym wieczorem znów pokryć się lodem. Brak ciepłej strawy, mróz i dojmujący ziąb, zamiecie śnieżne powodowały, że żołnierze umierali nie tylko wskutek walk z nieprzyjacielem, ale także z powodu odmrożeń, zapalenia, płuc, gangreny. Taki właśnie obraz piekła wojennego przedstawia drugi plan obrazu. Ranny żołnierz nie może uwolnić się od tej wizji, ulgę w cierpieniu stara się przynieść mu sanitariuszka.  Znaczący się tutaj także napis, znajdujący się w centrum obrazu, który wyraża myśli stojącej u głowy żołnierza dziewczyny ze znakiem Czerwonego Krzyża na rękawie fartucha:
„RANY OBMYWAĆ, NĘDZĘ ŁAGODZIĆ
DUSZE UKRZEPIAĆ I PODNOSIĆ,
WŁASNEGO SERCA KRWIĄ BLIŹNIEMU SŁUŻYĆ,
NIECH BĘDZIE NASZEM HASŁEM,
NA CHWAŁĘ BOGU, LUDZIOM NA ULGĘ  I POŻYTEK”.

Wojciech Kossak, Piekło Karpackie – Dolor et caritas, 1915 r.

 

Trzecim ważnym dziełem jest płótno tytułowane Czy szybko w pole wyruszę? (Darf Ich bald zu Front zurück? = Szabad e már a harczba vissza menni?) z datą 1915 r. Obrazek ten najbardziej znany jest dzięki pocztówkom wydawanym przez krakowskie Wydawnictwo Salonu Malarzy Polskich w czasie I wojny. Obraz przedstawia zatroskanego rannego żołnierza opatrywanego przez sanitariuszkę Czerwonego Krzyża. Wskutek odniesionych ran żołnierz opuścić musiał pole walki i teraz jego myśli błądzą wokół sposobu jak najrychlejszego powrotu między towarzyszy.

Wojciech Kossak, Czy szybko w pole powrócę?, 1915 r

Nie sposób nie wspomnieć przy tej okazji także o innym, ważnym dla Małopolskiego Oddziału PCK, obrazie Kossaka zatytułowanym „Gwiazdka żołnierska”. Obraz przedstawia zimowy, wigilijny wieczór i wypatrujących pierwszej gwiazdki żołnierzy w przyfrontowych okopach oraz grupę zebranych nad choinką żołnierzy. Na płótnie nie ma nigdzie znaku czerwonego krzyża, ale obraz i jego reprodukcja ma swoją ważną historię.

Olejna replika obrazka pędzla Wojciecha Kossaka z 1915 roku ostemplowanego znakiem Lwowskiego Sanatorium Czerwonego Krzyża znajduje się w zbiorach oddziału PCK w Krakowie na ul. Studenckiej.

Wojciech Kossak, Gwiazdka żołnierska, 1815 r.

Pod obrazkiem znajduje się tekst pisany ręcznie : „Malował Wojciech Kossak w Krakowie w r. 1915 na obstalunek mój jako ówczesnego Prezydenta Stow. Czerw. Krzyża w Galicji. Oryginał ofiarowaliśmy mrs Mary Cardesa w dowód wdzięczności za wydatną pomoc w zorganizowaniu grupy chirurgicznej prof. dra Rutkowskiego”. Odręczny tekst napisał ówczesny prezes Stowarzyszenia książę Paweł Sapieha. Autentyczność jego pisma potwierdziła w obecności Sióstr Dominikanek jego wnuczka Maria Osterwa – Czekaj.

Obraz powstał na zamówienie Księcia Pawła Sapiehy, a obdarowana nim została Mary Cardesa,  żona amerykańskiego charge d’affaires w Wiedniu, współpracująca z austriackim Czerwonym Krzyżem działającym pod patronatem następcy tronu arcyksięcia Franciszka Salwatora. W czasie I wojny światowej Maria Cardesa poparła inicjatywę wybitnego chirurga krakowskiego prof. Maksymiliana Rutkowskiego utworzenia przyfrontowej grupy lekarsko – pielęgniarskiej. Dzięki jej pomocy udało się stworzyć kompletnie wyposażony szpital polowy z salą operacyjną, znaczną ilością łóżek, bielizny operacyjnej i pościelowej, kuchnią oraz zapasami. Szpital otrzymał również z wiedeńskiej centrali trzy samochody sanitarne. Reprodukcja obrazu Kossaka trafiła za pośrednictwem Księcia Pawła do Sanatorium Czerwonego Krzyża we Lwowie, a potem do Krakowa i dziś stanowi cenną pamiątkę w zbiorach Małopolskiego Oddziału PCK.

21. Czy wiesz, że Polski Czerwony Krzyż zamówił produkcję własnych samolotów sanitarnych, które miały być wykorzystywane do transportu sanitarnego na wypadek wojny?

W 1936 roku dowództwo Lotnictwa Ministerstwa Spraw Wojskowych i Polski Czerwony Krzyż (PCK) zamówiły w Lubelskiej Wytwórni Samolotów (LWS) nowoczesny i funkcjonalny samolot sanitarny. Samolot ten miał być przystosowany do lądowania i startu z prowizorycznych lądowisk trawiastych o niewielkich rozmiarach.

Wstępny projekt samolotu opracował inż. Zbysław Ciołkosz na początku 1936 roku. Samolot otrzymał oznaczenie LWS-2. Miał on układ górnopłata zastrzałowego, silnik gwiazdowy i kabinę zakrytą dla czterech osób. Po zatwierdzeniu tego projektu konstrukcję samolotu LWS-2 wykonali w 1937 roku inż. Jerzy Teisseyre i inż. Janusz Lang.

Zarząd Główny Polskiego Czerwonego Krzyża zamówił w Lubelskiej Wytwórni Samolotów dwa prototypy – jeden do prób statycznych, drugi do prób w locie. Już jesienią 1937 roku prototypy były gotowe, jeden z nich opatrzony znakami rejestracyjnymi SP-ATP został oblatany na lotnisku fabrycznym przez pilota – oblatywacza Władysława Szulczewskiego. Podczas prób w locie prototyp samolotu LWS-2 okazał się udaną konstrukcją, miał dobre właściwości pilotażowe i osiągi oraz, co było bardzo ważne w tym samolocie, krótki start i lądowanie uzyskane dzięki dużej mechanizacji skrzydeł wzorowanej na konstrukcji płata samolotu RWD-9. Następnie samolot przeszedł próby w Instytucie Technicznym Lotnictwa w Warszawie, gdzie potwierdziły się jego zalety i został on dopuszczony do eksploatacji jako samolot sanitarny.

Samolot sanitarny LWS-2, SP-ATP. (Źródło: www.samolotypolskie.pl via Konrad Zienkiewicz).

Konstrukcja samolotu LWS-2 była funkcjonalna – przystosowana do zadań jakie miał wykonywać. Kabina samolotu  była zakryta, z przodu z lewej strony był fotel pilota, za pilotem apteczka i miejsce dla lekarza z rozkładanym stolikiem, a dalej miejsce dla 2 chorych na noszach. Drzwi na nosze znajdowały się w dolnej lewej części kadłuba.

Pomimo dobrych osiągów, a także sukcesów międzynarodowych – samolot w dniach 1 – 4 lipca 1938 roku wziął udział w Międzynarodowym Konkursie Lotnictwa Sanitarnego w Esch w Luksemburgu, gdzie zajął pierwsze miejsce za najlepsze urządzenie kabiny dla rannych – nie uruchomiono jednak jego produkcji seryjnej, pomimo że PCK zamówił 6 egzemplarzy tego samolotu. Zbudowano tylko zamówione przez PCK dwa prototypy, z tym że tylko jeden był przystosowany do lotu.

Samolot pozostawał w posiadaniu wojska. We wrześniu 1939 r. samolot znajdował się w CWL-2 w Krośnie, lekko uszkodzony, dostał się w ręce Niemców. Dalsze jego losy nie są znane.

Fragment pokazu na Polu Mokotowskim – samolot sanitarny LWS-2 podczas lotu. Źródło: NAC- 1-W-3080-2

Przekazanie wojsku samolotów sanitarnych Lublin R-XVI i LWS-2 ufundowanych przez PCK
Opis obrazu: Wiceminister spraw wojskowych gen. Aleksander Litwinowicz (stoi bokiem, w środku, na pierwszym planie) w otoczeniu m.in. : gen. Stanisława Roupperta (1. z lewej) przy jednym z samolotów LWS-2. 1938 r, Źródło: NAC-1-W-3080-3

Pan Michał Bukowski

 


 

Tel: 12-422 91 15 wew. 34

Email: promocja.krakow@pck.malopolska.pl

ARTYKUŁY