„Naród, który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości” – Józef Piłsudski

 


Małopolski Oddział Okręgowy PCK przygotowuje się do obchodów 100 lecia od kilku lat.  Działania prowadzone są dwutorowo -z jednej strony realizowane są projekty historyczne, podsumowujące działalność PCK na przestrzeni 100 lat, przypominamy fundamentalne wartości, które legły u podstaw powstania organizacji i postaci, które je ucieleśniają m.in. Książe Paweł Sapieha, gen Józef Haller, z drugiej strony bardzo mocno jako wspólnota regionalna pracujemy nie zapominając o tym, że celem istnienia organizacji jest aktywna obecność w życiu społecznym i  pełna realizacja misji na miarę wyzwań współczesności.

 

Dążenia te znalazły wyraz w Strategii Rozwoju MOO PCK na lata 2016-2020 pn. „Pamięć i Obecność”. Przesłanie płynące ze Strategii zobowiązuje nas nie tylko do uczczenia 100 lat historii Polskiego Czerwonego Krzyża (PAMIĘĆ), ale przede wszystkim do intensywnej pracy na rzecz dalszego rozwoju działalności i realizacji misji czerwonokrzyskiej we współczesnym świecie (OBECNOŚĆ).

PAWEŁ SAPIEHA

I PREZES POLSKIEGO TOWARZYSTWA CZERWONEGO KRZYŻA

 

 

 

Zarząd Małopolskiego Oddziału Okręgowego Polskiego Czerwonego Krzyża, podjął uchwałę w sprawie ogłoszenia Roku 2015 – rokiem ks. Pawła Sapiehy w Małopolskim Oddziale Okręgowym Polskiego Czerwonego Krzyża. Książę Paweł Sapieha pełnił funkcję prezesa powstałego w roku 1891 Stowarzyszenia Czerwonego Krzyża Mężczyzn i Dam dla Galicji, oraz był pierwszym prezesem powstałego w roku 1919 Polskiego Towarzystwa czerwonego Krzyża. Był zwolennikiem pracy organicznej i pracy u podstaw, co wprowadzał w zarządzanym przez siebie majątku. Gdy został prezesem Stowarzyszenia Czerwonego Krzyża dla Galicji, całkowicie oddał się temu zadaniu, co było szczególnie widoczne w trakcie działań I wojny światowej. Rodzina Sapiehów przeniosła się wówczas z Siedlisk do Lwowa, gdzie książę organizował szpitale, sprowadzał pościel, bieliznę i leki dla rannych i chorych. Po odzyskaniu niepodległości, od 4 maja do 7 sierpnia 1919 roku, pełnił funkcję prezesa Polskiego Towarzystwa Czerwonego Krzyża.

.


 

GEN. JÓZEF HALLER

III PREZES POLSKIEGO TOWARZYSTWA CZERWONEGO KRZYŻA

 

Walne zebranie PCK w Warszawie 1926 r. Sala Wioślarzy, ul. Foksal. Na środku stołu znajduje się gen. Józef Haller. Fot. Archiwum ZG PCK.

 

Zarząd Małopolskiego Oddziału Okręgowego Polskiego Czerwonego Krzyża, podjął uchwałę w sprawie ogłoszenia Roku 2017 – rokiem gen. Józefa Hallera w Małopolskim Oddziale Okręgowym Polskiego Czerwonego Krzyża. 100 lat temu, 4 czerwca 1917 r. dekretem prezydenta Francji powołana została Armia Polska we Francji, zwana też Błękitną Armią. Jej ostatnim dowódcą był wspomniany gen. Józef Haller. W uznaniu jego zasług i dla upamiętnienia tej rocznicy Senat RP ogłosił gen. Hallera patronem roku 2017.Gen. Józef Haller był trzecim prezesem Komitetu Głównego Polskiego Towarzystwa Czerwonego Krzyża, pełniąc funkcję w latach 1920 – 1926. Za jego prezesury zorganizowano w 192l roku pierwsze koła młodzieży Polskiego Czerwonego Krzyża. Władze PTCK upatrywały w tym ruchu młodzieżowym źródło wzmożonej twórczej aktywności w społeczeństwie, a szczególnie w dalszym rozwoju działalności PTCK, późniejszego PCK. Dało to podwaliny aktualnemu Ruchowi Młodzieżowemu Polskiego Czerwonego Krzyża. Ponadto, rozpoczęto wydawanie pisma „Młodzież Czerwonego Krzyża”, późniejszy „Czyn Młodzieży”.

Jego zasługi dla odzyskania niepodległości Polski i wkład dla rozwoju ruchu młodzieżowego PCK są nieocenione.

„Harcerz wie, że trzeba zawsze wytrwać i przetrwać, by nareszcie zwyciężyć, a nie tracić nadziei i nie mówić przedwcześnie, że wszystko stracone.”

gen. Józef Haller

.


HRABINA MARIA TARNOWSKA

WICEPREZES POLSKIEGO TOWARZYSTWA CZERWONEGO KRZYŻA

 

Zarząd Małopolskiego Oddziału Okręgowego Polskiego Czerwonego Krzyża, podjął uchwałę w sprawie ogłoszenia Roku 2018 – rokiem hrabiny Marii Tarnowskiej w Małopolskim Oddziale Okręgowym Polskiego Czerwonego Krzyża.

Urodziła się w Milanowie, w majątku ojca Włodzimierza Światopełk-Czetwertyńskiego, weterana powstania styczniowego i Marii Wandy z hrabiów Uruskich. Otrzymała staranne wychowanie. Wydano ją za dyplomatę Adama hrabiego Tarnowskiego.

Była sanitariuszką podczas wojen bałkańskich oraz na froncie austriacko-rosyjskim I wojny światowej. W czasie wojny polsko-bolszewickiej była komendantem czołówki Czerwonego Krzyża. W 1923 została, jako pierwsza Polka, odznaczona medalem Florence Nightingale. Po wojnie weszła w skład zarządu Polskiego Czerwonego Krzyża. W 1942 została aresztowana i przez kilka miesięcy więziona na Pawiaku. Po zwolnieniu wstąpiła do konspiracji, uzyskała stopień porucznika AK, we wrześniu 1944 roku została awansowana do stopnia majora. Z racji wysokiej pozycji społecznej i doświadczenia delegowano ją do rozmów z Niemcami na temat ewakuacji ludności cywilnej, która umożliwiła wyprowadzenie w dniach 8-10 września 1944 z Warszawy 20-25 tysięcy osób, głównie kobiet, dzieci i starców. Brała udział również w negocjacjach kapitulacyjnych.

W 1945 została aresztowana przez Milicję Obywatelską pod zarzutem kolaboracji z Niemcami. Przez miesiąc przetrzymywano ją w Olkuszu. W latach 1946-1958 przebywała za granicą. Wróciła do kraju. Zmarła w Warszawie.

4 lipca 2016 została pośmiertnie odznaczona Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, za wybitne zasługi w obronie suwerenności i niepodległości Państwa Polskiego.

Dokładny plan obchodów 100 lecia PCK realizowanych przez Małopolski Oddział Okręgowy Polskiego Czerwonego Krzyża będzie opublikowany w najbliższym czasie.

 

Członkinie z D.S. Zakładu Wyrobów z Drutu w Sławkowie. Własność: MOO PCK.

 

Fot. Wojciech Krempl. Własność MOO PCK.

Przez najbliższy i kolejny jubileuszowy rok zbierzemy tu 100 różnych ciekawostek dotyczących Polskiego Czerwonego Krzyża. Zapraszamy do lektury.


1. Czy wiesz, że dopiero za czwartą prośbą do MKCK polska organizacja czerwonokrzyska została uznana na arenie międzynarodowej?

Do czterech razy sztuka

Czy wiesz, że dopiero za czwartym razem, kiedy skierowana została prośba do Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża, polska organizacja czerwonokrzyska została uznana na arenie międzynarodowej? Pierwszy raz z taką propozycją wystąpił w dniu 5 sierpnia 1915 roku Polski Komitet Pomocy Sanitarnej, który chciał być uznany przez MKCK za stowarzyszenie krajowe w odradzającej się Polsce, przedstawiając w obszernym memoriale swoją działalność. List ten pozostał bez odpowiedzi, z uwag na brak niepodległego bytu państwowego Polski.

 

Kolejną próbę podjęła, w porozumieniu ze swoim mężem Ignacym Paderewskim, Helena Paderewska w 1917 roku w Stanach Zjednoczonych, starając się o przekształcenie i uznanie założonej i prowadzonej przez nią w Stanach organizacji pn. Komitet Opieki nad Polskimi Żołnierzami w polskie stowarzyszenie krajowe Czerwonego Krzyża. W swoich wspomnieniach pisze: „Złożyłam do międzynarodowej organizacji podanie o zgodę na utworzenie Polskiego Czerwonego Krzyża, ale odmówiono ze względu na to, że Polska, nie będąc suwerennym państwem, według zasad stowarzyszenia nie mogła posiadać odrębnej organizacji Czerwonego Krzyża”. (Helena Paderewska, Wspomnienia 1910-1920). Przy braku akceptacji co do utworzenia Czerwonego Krzyża, Paderewska założyła w Stanach Zjednoczonych organizację Polski Biały Krzyż, której była prezesem.

 

Trzecią prośbę skierował do Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża w Genewie w dniu 15 grudnia 1918 roku książę Paweł Sapieha ze strony Stowarzyszenia Czerwonego Krzyża w Galicji. Pomimo iż Polska od 11 listopada 1918 roku była niepodległym państwem, w dniu 24 grudnia z Genewy przyszła odpowiedź odmowna. W piśmie czytamy ”Jesteśmy gotowi do uregulowania naszych stosunków z Państwem bez pośrednictwa jakiegokolwiek rządu, lecz konieczne jest, aby państwo, w którym działało będzie Wasze Stowarzyszenie Narodowe Czerwonego Krzyża, zostało dopuszczone do podpisania konwencji Genewskiej, podstawy działania Czerwonego Krzyża”. MKCK dołączył do korespondencji broszurę o stowarzyszeniach krajowych Czerwonego Krzyża.

 

Dopiero czwarta prośba, skierowana przez zjednoczone Polskie Towarzystwo Czerwonego Krzyża utworzone w dniu 18 tycznia 1919 roku po podpisaniu przez Rząd Polski Konwencji Genewskich, została rozpatrzona pozytywnie i 14 lipca 1919 roku PTCK zostało przyjęte do członków Ruchu MKCK.

Dokument MKCK uznający Polskie Towarzystwo Czerwonego Krzyża za stowarzyszenie krajowe.

2. Czy wiesz, że był taki okres w historii PCK, że legalnie, w tym samym czasie działały dwa, a nawet trzy Zarządy Główne PCK...?

Trzy Zarządy Główne PCK działające równocześnie

Sytuacja taka miała miejsce w czasie II wojny światowej. W związku z tragicznymi wydarzeniami wojennymi władze MKCK podjęły bezprecedensową decyzję: po raz pierwszy zgodzono się na złamanie zasad, jakie bezwzględnie obowiązują stowarzyszeniach krajowych  Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca, związanych z istnieniem jednego centralnego organu, który stowarzyszenie reprezentuje, współdziała z rządem, który legalnie uznaje dane stowarzyszenie krajowe Czerwonego Krzyża.

 

Działalność PCK do chwili wybuchu II wojny światowej była zgodna ze wszystkimi zasada­mi Międzynarodowego Czerwonego Krzyża (MCK). Sprawa skomplikowała się na jesieni 1939 r. W Warszawie działał Zarząd Główny z nowo wybranym w październiku Prezesem Wacławem Lachertem i Marią Tar­nowską jako wiceprezesem i delegatem do Krakowa. Zarząd Główny w Warszawie nie miał możliwości nawiązania kontaktu z powstałym także jesienią 1939 r. drugim Zarządem Głównym PCK w Paryżu.

 

Gen. Aleksander Osiński – Prezes Zarządu Głównego PCK w Paryżu/Londynie.

W sierpniu 1939 r. prezes PCK gen. Aleksander Osiński i członek ZG PCK do spraw sto­sunków zagranicznych Anna Paszkowska udali się do Stanów Zjednoczonych i Kanady, aby prosić Polonię Amerykańską o pomoc finansową przeznaczoną na zakup niezbędnych rzeczy zbieranych przez organizację na wypadek wojny. Delegacja ta do Polski już nie powróciła. Po utworzeniu Rządu Polskiego we Francji Aleksander Osiński i Anna Paszkowska udali się do Paryża, aby tam utworzyć nowy ZG PCK. Na takie działanie w listopadzie 1939 r. wyraził zgodę MKCK.  Powstanie drugiego zarządu stowarzyszenia krajowego, do tego działającego poza granicami kraju, było sprzeczne z obowiązującymi zasadami Czerwonego Krzyża. MKCK uznał jednak za najważniejszy cel działanie na rzecz ludności, udzielanie pomocy humanitar­nej, możliwość skutecznej współpracy.  W 1940 roku  paryski Zarząd Główny przeniósł się wraz z emigracyjnym rządem Polski do Londynu, gdzie nadal prężnie działał. Sprawy formalnoprawne pozostawiono do zakończenia działań wojennych. W okresie wojny oba Zarządy działały niezależnie od siebie i starały się osiągnąć jak najwięcej.

 

Wacław Lachert (źródło NAC) – Prezes Zarządu Głównego PCK w Warszawie.

Sytuacja wokół PCK skomplikowała się jeszcze bardziej w 1944 r. W chwili wyzwolenia spod okupacji niemieckiej władze Okręgu Lubelskiego PCK przekształciły się w pierwszy Za­rząd Główny PCK na wyzwolonym terenie Polski. Prezesem został Ludwik Christians. Zarząd ten podlegał nadzorowi polskiego dowództwa wojskowego i czynników politycznych nowej władzy. Do jego zadań należała opieka nad ludnością cywilną, więźniami wyzwolonymi z obo­zów koncentracyjnych i obozów pracy oraz żołnierzami walczącymi z Niemcami po prawej stronie Wisły. W tym momencie istniały więc i działały aż trzy Zarządy Główne tej organizacji (w Warszawie, Londynie i Lu­blinie). Jednak Zarząd w Lublinie nie miał uznania MKCK, który stał na stanowisku, że legalnymi władzami polskiego stowarzyszenia są władze w Warszawie i Londynie. Sprawę tych dwóch zarządów miano wkrótce wyjaśnić. Kończył się bowiem okres działań wojennych, a to oznaczało dla jednego zarządu likwidację. Na początku lutego 1945 r. doszło do po­łączenia obydwu Zarządów Głównych w kraju (warszawskiego i lubelskiego).  Prezesem pozostał Wacław Lachert, siedzibą nowych władz została Warszawa. Tym samym Zarząd Główny w Lublinie przestał istnieć. Po zakończeniu działań wojennych MKCK uznało warszawski Zarząd Główny za reprezentanta Polskiego Czerwonego Krzyża. Zarząd w Londynie działał poza granicami kraju, czyli nie spełniał podstawowego warunku Statutu Międzynarodowego Ruchu Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca. Jednocześnie z chwilą uznania Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej w Polsce, londyński Zarząd przestał spełniać kolejne kryterium, jakim jest uznanie władz swojego kraju. Zarząd Główny w Warszawie stał się jedynym organem centralnym reprezentującym stowarzyszenie krajowe Czerwonego Krzyża w Polsce.

3. Czy wiesz, że istniał równocześnie Polski Czerwony Krzyż i Polski Biały Krzyż, którego prezesem była, podobnie jak Czerwonego Krzyża, Helena Paderewska?

Helena Paderewska w mundurze przewodniczącej Polskiego Białego Krzyża 1918 (fot. za Helena Paderewska Wspomnienia 1910-1920, M. Siekierski).

 

Organizacja Polskiego Białego Krzyża powstała 2 lutego 1918 roku w Stanach Zjednoczonych  w czasie I wojny światowej. Założyła ją Helena Paderewska, żona Ignacego Paderewskiego. Głównym celem było niesienia pomocy ofiarom wojny.

 

Helena Paderewska w 1917 roku w Stanach Zjednoczonych, starała się o przekształcenie i uznanie założonej i prowadzonej przez nią w Stanach Zjednoczonych organizacji pn. Komitet Opieki nad Polskimi Żołnierzami w polskie stowarzyszenie krajowe Czerwonego Krzyża. Wskutek odmowy Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża wobec utworzenia polskiej filii tej organizacji, H. Paderewska zorganizowała i finansowała nabór ochotniczek do służby pielęgniarskiej, by wysłać je w miejsca, gdzie podczas pierwszej wojny światowej walczyli Polacy wcieleni do trzech armii – rosyjskiej, niemieckiej i austriackiej. Organizacji nadała nazwę Polski Biały Krzyż. Organizacja działała na początku w Stanach Zjednoczonych, gdzie licznie zgromadzone członkinie gromadziły materiały, ubrania dla żołnierzy walczących w kraju oraz ochotników armii tworzonej we Francji (bieliznę, swetry, materiały opatrunkowe, skarpety, mydło, tytoń). Do akcji włączyły się też polskie parafie.  Szczególną opieką Biały Krzyż otaczał rodziny ochotników zwłaszcza w sytuacji śmierci lub kalectwa ojca rodziny. Drugim celem statutowym stowarzyszenia, z którego Biały Krzyż stał się szczególnie znany, było szerzenie kultury i oświaty, rozbudzanie postaw patriotycznych oraz świadomości narodowej i obywatelskiej wśród żołnierzy polskich służących w armiach zaborczych, a po zakończeniu I wojny światowej wśród żołnierzy służby zasadniczej Wojska Polskiego.

 

Po przyjeździe do Francji w 1918 roku H. Paderewska rekrutowała ochotników do walki o wolność Polski pośród jeńców wojennych i rannych żołnierzy w szpitalach. Działalność Polskiego Białego Krzyża we  Francji rozpoczęła się od  l marca, 1918 i trwała do  l czerwca. 1919 r. t.j. do ostatecznego przewiezienia Armii Polskiej do Polski. W tym czasie Polski Biały Krzyż zorganizował pomoc świąteczną  dla 27 000 żołnierzy, ochotnikom dostarczył bieliznę, książki, papierosy,  środki opatrunkowe, lekarstwa. Wysłał 12  ambulansów i dwa automobile dla armii, utrzymywał 42 pielęgniarki pracujące w szpitalach i kantynach.

 

Helena Paderewska z grupą sanitariuszek Polskiego Białego Krzyża, Nowy Jork, 1918 (

Po przyjeździe do Polski w 1918 roku Helena Paderewska założyła w kraju Polski Biały Krzyż, którego została prezesem. Czym różnił się PBK od PCK obydwa działające w niepodległej Polsce?? W księdze Helena Paderewska. Na piętnastolecie jej pracy narodowej i społecznej 1914-1929, Chicago 1929 r czytamy:

 

„Kolizyj z utworzonym niemal równocześnie w Polsce Czerwonym Krzyżem nie było żadnych, gdyż Czerwony Krzyż zajmował się pogotowiem na czas wojny i rannymi w wojnie, jak i ich rodzinami, a Polski Biały Krzyż opieką  nad  żołnierzem w ogóle, gdy był zdrowym i aby go utrzymać w zdrowiu, aby go w pełnej miłości i poświęceniu dla sprawy utrzymać, na duchu podnieść, oświecić i z obowiązkami obywatelskimi zapoznać”.

 

W okresie międzywojennym PBK rozwijał się, prowadził szpitale, hurtownie, gospody, biblioteki żołnierskie, organizował kursy zawodowe. W 1936 roku został uznany za stowarzyszenie wyższej użyteczności. W czasie II wojny światowej Niemcy dokonując likwidacji organizacji społecznych, przekazali częściowo majątek Polskiego Białego Krzyża na rzecz Polskiego Czerwonego Krzyża, ale to nie poprawiło sytuacji PCK, a wręcz ją pogorszyło z uwagi na fakt, ze środki z rachunków organizacji były mniejsze niż obciążenia budżetu z tytułu nieruchomości.  Polski Biały Krzyż rozwiązany został rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 28 listopada 1946 r. (Dz.U. 1947 nr 2 poz. 6) a jego majątek został przekazany Towarzystwu Przyjaciół Żołnierza.

4. Czy wiesz, że dwóch polskich lekarzy działając w szpitalu Czerwonego Krzyża w czasie II wojny światowej uratowało życie większej liczbie osób niż Oskar Schindler?

Prywatna wojna

 

Doktor Eugeniusz Łazowski (fot. za https://www.facebook.com/PolacyBohaterowie/)

Rzecz działa się w Rozwadowie pod Stalową Wolą. Do tamtejszego szpitala Polskiego Czerwonego Krzyża trafił, na zaproszenie księżnej Anny Lubomirskiej, świeżo upieczony lekarz, Eugeniusz Łazowski. Wkrótce ściągnął do siebie kolegę po fachu Stanisława Matulewicza, lekarza z pasją naukowca, który na zapleczu swojego służbowego mieszkania urządził laboratorium. Tu narodził się pomysł, który uratował życie tysiącom ludzi.

 

W swoim prowizorycznym laboratorium  Matulewicz odkrył, że powszechnie występująca w naturze i z natury nieszkodliwa bakteria proteus vulgaris OX19 daje w teście Weila-Felixa dokładnie takie same reakcje, jak mikroorganizmy, wywołujące tyfus. A właśnie test Weila-Felixa Niemcy wykorzystywali do potwierdzenia, czy krew pacjenta skażona jest tyfusem. I zdarzyło się, że Matulewicza odwiedził mieszkaniec, który wrócił na dwutygodniowy urlop z przymusowych robót w Niemczech. Błagał doktora, by obciął mu rękę albo nogę, byle nie musiał wracać. Matulewiczowi etyka lekarska nie pozwoliła amputować zdrowych kończyn, ale wstrzyknął domięśniowo młodemu mężczyźnie proteusa, instruując, że ma udawać otumanionego (jak to przy tyfusie), gorączkującego i zwijającego się w kłębek na skutek iście tyfusowego bólu brzucha. Krew pacjenta wysłał hitlerowskim lekarzom do zbadania, po kilku dniach dostał czerwony telegram: „Odczyn Weila-Felixa” dodatni. Pacjent na roboty nie wrócił. Matulewicz na tym pewnie skończyłby eksperyment, gdyby Łazowski nie znalazł wojennego zastosowania dla tego odkrycia. Przez ponad trzy lata wszczepiali mieszkańcom Rozwadowa bakterie proteusa wywołując epidemię, której nie było. Nie wiedzieli o tym nawet sami pacjenci, przez co udawało się tak długo utrzymywać całą sprawę w tajemnicy, ratując życie wielu osobom.

 

Policja i żandarmeria przestała zapuszczać się w okolice Rozwadowa, teren kilku gmin objęto kwarantanną, na granicznych słupach i drzewach zawisły ostrzeżenia: „Achtung! Fleckfieber. Okupant obawiał się tej choroby. Zwłaszcza epidemii w armii, dlatego za wszelką cenę Niemcy unikali kontaktu z chorymi. Po badaniach krwi mieszkańców Rozwadowa i okolic ogłosili epidemię i zakazali wjazdu do tego miasteczka. Łazowski i Matulewicz odnieśli sukces, bo brak odwiedzin Niemców oznaczał brak wywózek na roboty przymusowe, a także odroczenie likwidacji getta żydowskiego.

 

Lekarze cały czas zawyżali liczbę chorych, zamawiając coraz to nowe dostawy leków na tyfus. Jednak uwagę okupanta zwróciła w końcu niska śmiertelność wśród miejscowych. W końcu Niemcy wysłali do miasta delegację, która miała na własne oczy przekonać się, jak wygląda życie w odciętym od świata ośrodku epidemii. Lekarze przywitali delegację na obrzeżach miasta częstując suto chlebem, solą i alkoholem. Udało mu się dzięki temu upić głównego lekarza, natomiast pozostałych przedstawicieli zaprowadzili do mieszkańców, którzy rzeczywiście zachorowali na tyfus i kazali im pobrać próbki krwi. Niemcy się wystraszyli, że mogą się zarazić i polecili pobrać próbki Łazowskiemu. Po pewnym czasie gestapo odkryło, że dr Łazowski współpracuje z AK, po kryjomu leczy i opatruje rannych partyzantów i dlatego wysłali za nim nakaz aresztowania. Łazowski musiał uciekać do Warszawy, gdzie pozostał do końca wojny.

 

W 1945 r. doktor Łazowski podjął pracę w Instytucie Matki i Dziecka, a w latach 50. wyjechał z rodziną do USA, gdzie kontynuował praktykę pediatryczną i zdobył tytuł profesorski. Matulewicz przez Belgię wyjechał do Zairu, gdzie został znanym radiologiem. O niewiarygodnej   akcji obu polskich lekarzy świat dowiedział się ze wspomnień Łazowskiego, spisanych w latach 70. pt. Prywatna wojna. Wspomnienia lekarza-żołnierza 1933-1944. Wg obliczeń „ich tyfus” uratował przed śmiercią, wywózką do obozów koncentracyjnych i na przymusowe roboty do Rzeszy ok. 8 tys. ludzi.

5. Czy wiesz, że Polski Czerwony Krzyż był organizatorem kursów spadochronowych?

 

W Szkole Pielęgniarstwa PCK w Warszawie przy ul. Smolnej 6 , w 1938 roku zorganizowany został kurs spadochronowy dla słuchaczek szkoły. W programie nauczania, oprócz przedmiotów zawodowych, znajdowały się także przedmioty o tematyce wojskowej. Kurs spadochronowy był atrakcyjnym uzupełnieniem kształcenia pielęgniarek PCK. W kursie uczestniczyło 8 dziewcząt, a kurs obejmował tematykę teoretyczną i zajęcia praktyczne, w tym kilkakrotne skoki spadochronowe z różnej wysokości. Początkowo ćwiczenia balonowe odbywały się w Legionowie, a na zakończenie zorganizowano pokaz na Polu Mokotowskim w Warszawie.

 

Fot. „Szkoła Pielęgniarstwa Polskiego Czerwonego Krzyża w Warszawie (1929-1944)”.

 

Dużym wydarzeniem w historii polskiego pielęgniarstwa i Szkoły PCK był udział dwóch uczennic – Jadwigi Węgorzewskiej i Ireny Markiewicz w konkursie samolotów sanitarnych podczas Międzynarodowego Zjazdu Medycyny Sanitarnej w 1938 roku w Luxemburgu. Polska ekipa złożona z trzech samolotów wojskowych sanitarnych i patrolu skoczków sanitarnych, który tworzyły wraz z instruktorem uczennice Szkoły Pielęgniarstwa PCK uzyskała, Puchar Raphaela. Polki były jedynymi kobietami wśród ekip uczestniczących w pokazie i podbiły serca ponad 2-tysiecznego tłumu widzów.

 

Po ukończeniu kursu wszystkie uczestniczki wróciły do zajęć w szkole. Po wybuchu II wojny światowej zostały przydzielone do punktów sanitarnych gdzie służyły rannym i chorym.

6. Czy wiesz, że w ciągu niemal 100 letniej działalności Polskiego Czerwonego Krzyża, Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża w Genewie uhonorował Medalem im. Florence Nightingale 102 polskie pielęgniarki związane z naszą organizacją?

Florence Nightingale (1820-1910)

Florence Nightingale była angielską pielęgniarką, działaczką społeczną i publicystką. Była zwana „Damą z lampą”. Nightingale wypracowała podstawy, na których opiera się współczesny wizerunek pielęgniarki. Jej zasługą jest zdefiniowanie metod i sposobów pielęgnacji chorych i poszkodowanych. W 1860 założyła w Londynie przy Szpitalu św. Tomasza pierwszą szkołę pielęgniarstwa – The Nightingale Training School (obecnie: The Florence Nightingale School of Nursing and Midwifery). Jest uważana za twórczynię nowoczesnego pielęgniarstwa.

Medal im. Florence Nightingale został ustanowiony przez MKCK i przyznany w setną rocznicę urodzin Florencji Nightingale 12 maja 1920. Pierwszą polską pielęgniarką nagrodzoną tym medalem była hrabina Maria Tarnowska w 1923 roku, a póki co ostatnią Anna Kaczmarczyk nagrodzona w 2017 roku.

Medal Florence Nightingale

 

 

Pierwsza Laureatka, hrabina Maria Tarnowska, działalność pielęgniarską rozpoczęła dość przypadkowo w 1913 roku. Była wówczas wraz z mężem Adamem Tarnowskim, dyplomatą austriackim, na placówce dyplomatycznej w Sofii. W czasie wybuchu I wojny bałkańskiej, chcąc poczuć się pomocną zgłosiła się na kurs pielęgniarstwa do tamtejszego szpitala. Decyzja ta miała wpływ na całe jej późniejsze życie. W czasie I wojny światowej, zgłosiła się w Wiedniu jako ochotniczka-sanitariuszka do pracy w Czerwonym Krzyżu i wyjechała na front. Przez jakiś czas pracowała w szpitalu w Krakowie, zorganizowanym przez Uniwersytet Jagielloński dla I Korpusu Krakowskiego. W 1919 roku w Warszawie dzięki środkom własnym i pozyskiwanym prywatnie darowiznom współorganizowała szpital polowy – już wtedy Polskiego Towarzystwa Czerwonego Krzyża, w którym została kwalifikowaną pielęgniarką. W  1920 roku Tarnowska wraz ze swoimi podwładnymi brała udział w wojnie polsko-bolszewickiej za co została odznaczona Krzyżem Walecznych. Po wojnie wstąpiła do Czerwonego Krzyża, z którym związała całe swoje życie zawodowe i społeczne.

 

W swoich wspomnieniach napisała: Wstąpiłam do Czerwonego Krzyża i zajmowałam się pielęgniarstwem, bo to było jedyne zajęcie, dzięki któremu mogłam być innym pomocna (M. Tarnowska, Przyszłość pokaże…)

 

 

 

Po I wojnie światowej nastał trudny czas demobilizacji pielęgniarek. Hr. Maria Tarnowska z wielkim wyczuciem chwili zaczęła w ramach Czerwonego Krzyża podejmować działania związane nie tylko z utrzymaniem, ale także z rozwojem pielęgniarstwa. Jedną z jej inicjatyw było ufundowanie przy Szpitalu Czerwonokrzyskim w Warszawie „Domu” przeznaczonego dla pielęgniarek, w którym zorganizowano kursy uzupełniające. Były to początki powstawania pierwszych narodowych, wykwalifikowanych kadr pielęgniarek. W tym czasie, na wniosek Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Czerwonego Krzyża, w 1923 roku Tarnowska została odznaczona międzynarodowym Medalem Florence Nightingale.  Maria Tarnowska była pierwszą Polką, pielęgniarką, nagrodzoną tym odznaczeniem. Tym samym, doceniono przede wszystkim jest działalność w zakresie pielęgniarstwa i organizacji szpitali w czasie I wojny światowej.

 

Ostatnią nagrodzoną w 2017 roku pielęgniarką, jest Pani Anna Kaczmarczyk. Ubiegłoroczna Laureatka, to magister pielęgniarstwa i porucznik Wojska Polskiego. Swoją służbę rozpoczęła jako pierwsza kobieta – żołnierz w strukturach kompanii szturmowej 6. Brygady Powietrzno-Desantowej w Krakowie („czerwone berety”). Również jako pierwsza kobieta – żołnierz skakała ze spadochronem. Brała udział w misjach stabilizacyjnych w Bośni i Hercegowinie oraz w Afganistanie. Zajmowała się ewakuacją medyczną drogą lotniczą, opiekowała się pacjentami i kombatantami. Obecnie pracuje w krakowskim Wojskowym Ośrodku Medycyny Prewencyjnej.

 

Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża docenił odwagę, ofiarność i kompetencje Pani Ani. Jak trudna jest misja, którą pełniła przez wiele lat – świadczą jej wspomnienia. Swoją pracę na misji w Ghazni wspomina tak: „Była to trudna misja, tęsknota za rodziną, trudny teren, ciężki klimat, izolacja i nieustannie, wszechpanujące zagrożenie. Mnóstwo rannych żołnierzy i ta bezradność, gdy mimo ogromnego wysiłku nie dało się żołnierza uratować, ból, przygnębienie i smutek i żałoba po stracie każdego z nich. Najgorsze było to, gdy żołnierz po wybuchu miny-aidika, patrząc przeraźliwym wzrokiem pytał, czy na pewno ma obydwie nogi i czy na pewno nie będą one amputowane oraz prośba, by zadzwonić do żony, do dzieci, że jest ranny ale żyje …. Pamiętam dzień, w którym mojemu koledze snajper przestrzelił obydwie ręce. Wymagał on stałej opieki medycznej w szpitalu wojskowym w Baggram. Wtedy dotarła do nas informacja o żołnierzach, którzy zginęli w Rosomaku…, pamiętam dni w których były ostrzały bazy i nie zawsze można było zostawić pacjentów i biec do schronu… było wiele takich dni. Do dzisiaj niektóre sytuacje mam przed oczami, wracają wspomnienia, więcej tych złych niż dobrych.”

 

 

Po powrocie z misji Pani Anna Kaczmarczyk pracowała przez 3 lata w Zespole Ewakuacji Medycznej jako pielęgniarka anestezjologiczna. Na co dzień zajmowała się ewakuacją drogą powietrzną rannych żołnierzy z rejonów misji. Najczęściej ewakuacje odbywały się na pokładzie samolotu Casa C-295, gdzie były zamontowane nosze LSTAT i dwa zestawy do intensywnej terapii. Najwięcej ewakuacji i najcięższe przypadki to byli ranni żołnierze i pracownicy cywilni z Afganistanu. Była to bardzo odpowiedzialna, satysfakcjonująca dla Pani Anny praca: „…wielka ulga jak po kilku godzinnym locie, lądowaliśmy najczęściej w Warszawie i przekazywaliśmy pacjentów w stanie ciężkim, ale stabilnym …, świadomość, że można komuś pomóc, udzielić wsparcia nie tylko medycznego, ale również psychicznego. Bo tak naprawdę z reguły pierwszą osobą, która najczęściej dociera do rannego żołnierza na misji jest pielęgniarka i ten pierwszy kontakt jakże ważny jest dla tego rannego. Żołnierze na misjach mają ogromne zaufanie do pielęgniarek, ale też zapominają, że my również potrzebujemy wsparcia, że tęsknimy, że nie możemy tylko słuchać i wspierać, ale także potrzebujemy wsparcia. PTSD również dotyka pielęgniarki”

7. Czy wiesz, że na początku w 1919 roku, w ramach struktur nowo-powstałego Polskiego Towarzystwa Czerwonego Krzyża utworzone zostały 3 Oddziały Okręgowe PTCK: na Galicję, Wielkie Księstwo Poznańskie, oraz Śląsk?

Oddziały te są więc najstarszymi jednostkami organizacyjnymi Czerwonego Krzyża. Utworzenie tych pierwszych Oddziałów zapisano w Statucie z 1919 roku w par 39.

 

 

Na dzień 1 sierpnia 1919 roku struktura zmieniła się i funkcjonowały już 4 Komitety Okręgowe: Małopolski, Wielkopolski, Południowo-Wschodni i Polesko-Miński. Jakkolwiek nasza organizacja obchodzić będzie 100 lecie istnienia, to jednak powstanie poszczególnych oddziałów okręgowych ma różne daty i różny jest czas istnienia. Wynika to wprost z historii naszego kraju. W 1918 roku Polska odzyskała niepodległość o granicach jak na załączonym rysunku. W granicach Polski znalazło się 10 z 16 dzisiejszych oddziałów okręgowych (Kraków, Rzeszów, Katowice, Lublin, Łódź, Kielce, Warszawa Poznań, Bydgoszcz, Białystok). Od początku istnienia PTCK działały także oddziały we Lwowie, a od 1925 roku w Wilnie.
 
 llllllllll

kjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjj 
hhhhhhhhhhh

 hhhhhhhhhhhhhh

8. Czy wiesz, że Polski Czerwony Krzyż był zaangażowany w budowę Kopca Marszałka Józefa Piłsudskiego na Sowińcu w Krakowie w 1936 roku?

W 1934 roku powstały w Krakowie Związek Legionistów podjął inicjatywę usypania pamiątkowego kopca, będącego pomnikiem walk o Niepodległość. Na czele powołanego w Warszawie Komitetu Budowy Kopca stanął Walery Sławek. W dwudziestą rocznicę wymarszu I Kompanii Kadrowej z Krakowa do Kielc (6 sierpnia 1934) rozpoczęto sypanie Kopca. Po śmierci Józefa Piłsudskiego postanowiono nie ukończony kopiec nazwać jego imieniem, a w akcję sypania zaangażowano szeroko polskie społeczeństwo. Sypanie Kopca stało się swoistą uroczystością, na Sowiniec przyjeżdżało wiele delegacji polskich i zagranicznych.  Władze Krakowa ułatwiały uczestnikom dojazd na Sowiniec, wydając specjalne bilety komunikacji miejskiej.

 

Delegaci PCK na Wawelu z wieńcem dla Marszałka, 1936 r, Źródło: NAC : 1-A-350-1

Z inicjatywy Krakowskiego Oddziału, Polski Czerwony Krzyż postanowił również włączyć się w akcję sypania Kopca i zawieźć na Sowiniec ziemię zebraną z placówek czerwonokrzyskich na terenie całego kraju. Na dzień 17 maja 1936? roku zwołane zostało Walne Zgromadzenie PCK w Warszawie, na którym stawili się delegaci wszystkich okręgów i Oddziału Gdańskiego i przywieźli ze sobą ziemię czerwonokrzyską zebraną z wszystkich oddziałów w kraju, którą złożyli do specjalnie przygotowanej urny. Do Krakowa w celu oddania hołdu Marszałkowi Piłsudskiemu i złożenia urny z ziemią na Sowińcu wyruszyła delegacja złożona z członków Zarządu Głównego PCK na czele z Prezesem Kuhnem, członków Komitetu Głównego, delegatów okręgów. Delegacja uczestniczyła rankiem 18 maja w Mszy Św. w Katedrze Wawelskiej, po której w Krypcie Św. Leonarda, przy trumnie Marszałka, złożono wieniec z napisem „Marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu – Polski Czerwony Krzyż”

 

Z Wawelu, delegacja pojechała na Sowiniec. W asyście sztandaru drużyna ratownicza PCK wniosła urnę na kopiec i uroczyście wysypała zawartą w niej ziemię. Uroczystość miała niezwykle podniosły charakter. Był to symboliczny hołd Polskiego Czerwonego Krzyża dla Marszałka, który za swojego życia wspierał naszą organizację.

 

Urna z ziemią czerwonokrzyską z wszystkich Okręgów PCK, Żródło: NAC 1-A-350-2

 

 

Czerwonokrzyska delegacja w drodze na Sowiniec, Źródło: Polski Czerwony Krzyż, nr 5, 1936 rok

 

Sypanie Kopca Piłsudskiego. Źródło NAC

Dodatkowo, ogromne zasługi w pomocy przy sypaniu Kopca Piłsudskiego miał Krakowski Oddział PCK. W związku z licznie napływającymi do Krakowa wycieczkami, delegacjami w celu złożenia Marszałkowi hołdu, Oddział Krakowski PCK organizował punkty sanitarno-ratownicze na Wawelu, na Sowińcu i dworcu kolejowym w celu niesienia pomocy doraźnej. W punktach pełniły służbę siostry pogotowia sanitarnego i ratownicy. Punkt na Sowińcu oraz na Wawelu i dworcu udzieliły pomocy w okresie od wiosny do jesieni 1935 roku  w 4753 przypadkach. Działalność ta spotkała się z wysokim uznaniem nie tylko władz centralnych PCK,  ale całego społeczeństwa.

 

 

Sypanie Kopca Piłsudskiego. Źródło NAC

Punt sanitarno-ratowniczy na Sowińcu, Źródło: Polski Czerwony Krzyż, nr 2, 1936 rok

Marszałek Józef Piłsudski powiedział o Polskim Czerwonym Krzyżu
„Ranny i chory żołnierz – to sierota wojskowy. Wchodzi nagle, jako odpadek wielkiej produkcji wojennej, do bezdusznej, skomplikowanej maszyny, bezsilny, zdenerwowany, często bezwolny. Trzeba włożyć duże wysiłki, aby w tej maszynie pracowało serce matczyne, które więcej kocha właśnie to dziecko, które jest nieszczęśliwe i zbolałe, a więc nieużyteczne dla pracy, i w tem leży szczytne i wielkie zadanie Czerwonego Krzyża w czasie wojny…”

 

Józef Piłsudski

 

Kopiec Piłsudskiego ma w sobie ok. 35 m wysokości oraz 130 tysięcy m³ objętości. Wysokość wzniesienia Sowiniec, na którym stoi: 358 m n.p.m., a średnica podstawy ma 111 m.

9. Czy wiesz, że Polski Czerwony Krzyż był inicjatorem opieki zdrowotnej na wsi w okresie międzywojennym i tworzenia pierwszych wiejskich ośrodków zdrowia?

Wiejski Ośrodek Zdrowia PCK w Zakliczynie nad Dunajcem w Małopolsce, fot. za „Jestem” nr 2 z 1939 r.

Mimo rozbudowy sieci ośrodków zdrowia przez państwo i samorządy oraz Ubezpieczalnię Społeczną  mieszkańcy wsi dotkliwie odczuwali brak opieki lekarskiej. Autorką pomysłu tworzenia na wsiach ośrodków zdrowia była hrabina Maria Tarnowska, Wiceprezes Polskiego Czerwonego Krzyża, z wykształcenia pielęgniarka.

 

Mieszkając w majątku Świerże na Lubelszczyźnie udzielała porad z zakresu pielęgniarstwa i higieny mieszkańcom swej wsi. Przerażały ją wówczas trudne warunki bytowe oraz zacofanie ludności wiejskiej (zaufanie do babek, znachorów i szarlatanów różnego typu), zwłaszcza w zakresie wychowania dzieci i higieny. Wystąpiła więc z projektem zorganizowania w ramach Czerwonego Krzyża sieci wiejskich ośrodków zdrowia w całym kraju. Propagując tę ideę pisała artykuły w prasie i wygłaszała pogadanki radiowe. Projekt zyskał faktycznie duże poparcie. Pierwszy wiejski ośrodek zdrowia utworzony został w posiadłości Tarnowskich w Świerżach. Przeznaczyli oni na ten cel  jeden z budynków mieszkalnych dla administracji, wyposażyli go i doprowadzili wodę i energię elektryczną.

 

W okresie do 1939 r. w Polsce, w Czerwonym Krzyżu,  na wzór ośrodka w Świerżach, uruchomiono ok. 300 takich obiektów. Dziś moglibyśmy powiedzieć, że tworzenie wiejskich ośrodków zdrowia było doskonałym przykładem partnerstwa właścicieli majątków, samorządów i PCK. Zaplecze lokalowe zapewniała gmina lub prywatny właściciel, a Zarząd Główny PCK kierował do pracy w ośrodku i opłacał wykwalifikowaną pielęgniarkę.  Na terenie Małopolski przykładem takiego ośrodka był  Zakliczyn. W 1938 roku zarejestrowanych w ośrodku było 110 dzieci, w poradni przeciwjagliczej 191 osób, w poradni przeciwgruźliczej 248. Działały także poradnie przeciwweneryczna, poradnia dla matek. Ogółem w ośrodku wiejskim udzielono w 1938 roku 4588 porad.

 

Punkt jagliczo-położniczy na Wileńszczyźnie, fot. za „Jestem” nr 2 z 1939 r.

We współpracy z urzędami państwowymi i samorządami tworzone były także tzw. „lotne ośrodki zdrowia”, które też prowadził Czerwony Krzyż. Terenem ich tworzenia były miejscowości, które nie miały żadnej opieki lekarskiej. Do każdej z nich, raz w tygodniu przyjeżdżał lekarz zaopatrzony w lekarstwa i przyjmował chorych 5-7 godzin dziennie. Lekarzom towarzyszyły higienistki, pielęgniarki.  Lokale dla „lotnych ośrodków zdrowia” oddawały gminy, które także ponosiły koszty utrzymania tych lokali. Ośrodki te prowadziły przede wszystkim działalność zapobiegawczą. Ośrodki obejmowały opieka dzieci szkolne, z których każde miało być przynajmniej raz w roku przebadane.

W akcję szerzenia oświaty sanitarnej na wsi, popularyzację zasad higieny życia codziennego i walkę ze znachorstwem w okresie międzywojennym, Polski Czerwony Krzyż miał swój ogromny wkład. Szkolono także tzw. wiejskie przodownice zdrowia. Były to wiejskie dziewczęta kształcone na kursach czerwonokrzyskich z myślą, że po powrocie na wieś będą udzielać pierwszej pomocy w nagłych wypadkach i przyczyniać się, poprzez prowadzone akcje, do podnoszenia stanu zdrowotnego mieszkańców wsi.

 

Wiejski Ośrodek Zdrowia PCK na terenie powiatu krakowskiego. Fot. za „Jestem” nr 3 , 1939 r.

10. Czy wiesz, że Polski Czerwony Krzyż nigdy nie przyjął żadnych gratyfikacji oraz nie udzielił poparcia dla władz hitlerowskich narażając się tym samym na surowe konsekwencje?

Warto przypomnieć piękną, obywatelską postawę działaczy Polskiego Czerwonego Krzyża, którzy swą trudną i tragiczną misję pełnili w poczuciu patriotycznego i humanitarnego obowiązku.

PCK w okresie II wojny światowej zajmował się w ogromnej skali organizowaniem pomocy dla ludności cywilnej, borykając się jednocześnie z wieloma trudnościami, głównie finansowymi i szykanami ze strony władz niemieckich. Jedną z nich była m.in. propozycja finansowania Polskiego Czerwonego Krzyża przychodami z kasyna przy Al. Szucha (decyzją  generalnego gubernatora Franka). Polski Czerwony Krzyż odmówił piśmiennie przyjęcia dochodu z kasyna (motyw – niemoralny hazard), co skutkowało przyjazdem do Zarządu Głównego PCK przedstawicieli władz niemieckich z udziałem SD i Gestapo, oświadczających, że G. G. Frank czuje się obrażony, chcących wiedzieć kto jest odpowiedzialny  za taką decyzję. Maria Tarnowska – wiceprezes PCK, która była delegowana do kontaktów z Niemcami, tak wspomina to zdarzenie: „Wkrótce po otwarciu tej jaskini hazardu [ kasyna], w siedzibie Czerwonego Krzyża zjawił się pracownik warszawskiego biura generalnego gubernatora Franka. Pytał o mnie. Oznajmił, ze przybywa z wiadomością od przełożonego, który słysząc o trudnościach finansowych naszej organizacji, postanowił oddać jej dziesięć procent dochodów z kasyna. Byłam oburzona tą propozycją.

– Jestem gubernatorowi wdzięczna za życzliwość- odparłam – ale nie możemy przyjąć darowizny.

– Dlaczego? – Reakcja mojego rozmówcy była typowa dla Niemców, którzy nie potrafili zrozumieć cudzych odczuć.

– Ponieważ źródło dochodu jest w najwyższym stopniu niemoralne i dlatego osoby, którym zobowiązani jesteśmy pomagać, niewątpliwie miałyby nam za złe ciche poparcie dla kasyna gry.

– Czy pani stoi na czele Polskiego Czerwonego Krzyża? – zapytał wysłannik.

– Nie, jestem wiceprezesem. Organizacją kieruje pan Lachert.

– W takim razie proszę go tu wezwać – oznajmił.

Poprosiłam więc przewodniczącego, który dał Niemcowi identyczna odpowiedź” (s. 125-126).

Kilka dni później władze hitlerowskie wezwały prezydium PCK do Krakowa gdzie zastępca G.G. Franka kategorycznie zabronił przyjmowania nowych członków PCK i pobierania składek członkowskich, zezwalając na przyjmowanie tylko dobrowolnych ofiar – co miało skutkować upadkiem organizacji. Ponadto polecił rozwiązać wszystkie Zarządy Okręgowe i Oddziałowe zgodziwszy się na pozostawienie w Okręgach i Oddziałach tylko po jednym pełnomocniku Zarządu Głównego, zaś samą siedzibę Zarządu Głównego przenieść do Krakowa (ostatnie zarządzenie udało się zmienić, ustanawiając delegata PCK w Krakowie). Następnie po powrocie do Warszawy członków Prezydium PCK, oświadczono im, że życzeniem, a właściwie poleceniem rządu jest, aby stanowisko Prezesa Zarządu Głównego PCK objął p. Landsberg. W związku z taką decyzją, przyjęto odmowne stanowisko, motywując je tym, że aktualnie urzędujący Prezes Lachert został powołany z wyboru Rady Naczelnej i cieszy się zaufaniem społeczeństwa polskiego i, że Polski Czerwony Krzyż nie zrobi żadnego kroku w kierunku wyboru Prezesa wskazanego przez Niemców, zwłaszcza, że obecny skład Zarządu PCK został notyfikowany w Międzynarodowym Czerwonym Krzyżu w Genewie.

Inną ciekawą relacją opisującą stosunki Polskiego Czerwonego Krzyża z władzami niemieckimi jest relacja Wacława Lacherta – Prezesa PCK, który pisał: „ Przypominam sobie jeszcze 2 moje wyjazdy do Krakowa na zaproszenie władz niemieckich. Pierwszy z nich miał na celu zaprojektowanie wycieczki przedstawicieli PCK do obozu jeńców wojennych w Murnau. Ponieważ dowiedziałem się, że na konferencje został zaproszony i P. Ronikier zwróciłem się do niego na chwile przed posiedzeniem i wyczułem, że był zachwycony tym projektem lansowanym przez propagandę niemiecką. W paru mocnych słowach osadziłem te zachwyty i pomimo, iż R. przyrzekł Niemcom udział w wycieczce do Murnau kategorycznie odmówiłem naszego uczestnictwa. Sekundował mi dzielnie, jak zresztą zawsze, nasz sekretarz Zarządu Głównego. p. Kazimierz Skarżyński i po wysłuchaniu wygłoszonego przez prezesa niemieckiej propagandy nadzwyczaj uprzejmego zaproszenia do wycieczki do Murnau, zabrałem głos, uprzedzając p. Ronikiera z obawy, aby się nie zaangażował, podziękowałem za zaproszenie i odmówiłem stanowczo naszego udziału w niej, stawiając wniosek, że PCK pozbawiany systematycznie swych uprawnień przez zarządzenia władz niemieckich i pozbawiony nawet odpowiedzi na wielokrotne protesty dotyczące aresztów działaczy czerwonokrzyskich, wyroków śmierci na internowanych w obozach jeńców (sprawa Kasztelana i wielu innych) raczej chciałby wiedzieć, co się dzieje w Dachau, Oświęcimiu, Majdanku i innych więzieniach, a nie wizytować swych rodaków we wzorowym obozie Murnau dla dogodzenia propagandowym celom niemieckim.

PCK posiada poważny kapitał moralny w społeczeństwie polskim i nie ma zamiaru tak lekkomyślnie go utracić, przyjmując udział w tego rodzaju imprezach. Prezes propagandy niemieckiej był zaskoczony stanowiskiem PCK, powiedział, że go nie rozumie, ale na tem musiał poprzestać, natomiast przewodniczący na Zebraniu przedstawiciel wydziału opieki (nazwiska nie pamiętam) zwrócił się do nas, abyśmy na piśmie zgłosili nasze protesty i dezyderaty, które będą rozpatrzone. Obszerny memoriał w tej materii wysłany po kilku dniach przez nas pozostał jak zawsze bez skutku i nawet bez odpowiedzi”.

 

Posiedzenie Zarządu Głównego Polskiego Czerwonego Krzyża w Warszawie. Od lewej przy stole widoczny Wacław Lachert. Źródło: NAC.

Polski Czerwony Krzyż nie dał się też w najmniejszej nawet mierze wciągać w tryby niemieckiej propagandy w trakcie odkrycia mordu katyńskiego, trafnie rozumiejąc, że skoro Związek Radziecki prowadził wojnę z Niemcami hitlerowskimi, to niezależnie od układów sytuacyjnych i własnego punktu widzenia na wydarzenia 1940 i 1941 roku nie wolno w niczym pomóc niemieckiej propagandzie. To odpowiedzialne stanowisko znalazło swe odbicie w fakcie zdecydowanej odmowy PCK udzielonej władzom hitlerowskim (mimo grożących najsurowszych konsekwencji) publicznego określenia w jakiejkolwiek formie daty zbrodni. Jak zaś wiadomo określenie daty mordu katyńskiego było równocześnie jednoznacznym wskazaniem sprawców, czego Polski Czerwony Krzyż jako organizacja bezstronna nie mogła zrobić.

 

Opracowano na podstawie:

  • Maria Tarnowska „Przyszłość pokaże…”, wydanie Łomianki 2012 r.
  • Sprawozdanie poufne Polskiego Czerwonego Krzyża. Raport z Katynia.

Pani Katarzyna Sadowska

Specjalista ds. PR MOO PCK

 


 

Tel: 12-422 91 15 wew. 34

Email: promocja.krakow@pck.malopolska.pl

ARTYKUŁY